‘The Making of the Humanities VI’

Last month I had a pleasure to present my current research on laboratories in the humanities during the conference ‘The Making of the Humanities VI’ taking place at the University of Oxford, Humanities Division and Somerville College on September 28-30, 2017. The goal of my presentation, titled ‘The Emergence of Laboratories in the Humanities: Impetus, Implementation, and Impact’ was to trace a history of the humanities labs, covering the impulse and the mechanism of their creation. Below, I have attached my abstract and presentation available also in the section of ‘Projects’.

The humanities has made significant conceptual shifts that include fostering strong innovative and collaborative research, employing technologies, and building a bridge between the academy, industry, and community. Above changes mean designing and defining the humanities anew. Creating an academic discipline requires an ‘administrative imagination’; that is to say, we must build a structure aligned with development strategy. Consequently, the humanities has undergone an ‘infrastructure turn’ over the past ten years and launched a new physical place: a laboratory. The emergence of labs in the humanities has been crucial for “redefining the role of the humanities” and “re-configuration of the humanities offered by computational technologies”; however, the proliferation and the fragmentation of labs have led to a state of emergency when it becomes urgent to investigate their significance, objectives, and impact.  

The goal of the presentation is to analyze three aspects of the humanities labs: its impetus, implementation, and impact. The first part aims to trace a history of the humanities labs, covering the impulse and the mechanism of their creation. This section includes also mapping out laboratories in the humanities established all over the world. The second part presents the complex landscape of the laboratories in the humanities, launched in various ways as a physical research lab, a makerspace, a virtual network, a community project, etc. The last part examines the features of laboratories that significantly reconfigure the humanities seen as an innovative, digital technology-based field, hands-on experimental research, situated practice, engaged in community affairs, and collaborating with local companies.

Uniwersytet, jakiego nie znamy (2)

W pierwszej części tekstu omówiłam propozycje przebudowy uniwersytetu, dotyczące między innymi zniesienia podziału na dyscypliny naukowe oraz wprowadzenia programów skoncentrowanych na interdyscyplinarnych problemach badawczych. Drugi kierunek wyznaczający przyszłość uczelni związany jest z rozwojem uniwersytetu nonprofit – demokratycznego, wirtualnego i cyfrowego.

Pierwszą formą realizacji tej idei jest rozwój platform edukacyjnych MOOC (massive open online course), oferujących bezpłatne kursy online. Model ten opiera się na idei edukacji demokratycznej i swobodnego dostępu do wiedzy. Kursy online przyjmują formę krótkich, cotygodniowych wykładów (ok. pięciu lub sześciu), prowadzonych przez wykładowcę lub zespół pracowników. Kurs składa się z krótkiej prezentacji materiału, do którego dołączone są quizy sprawdzające wiedzę oraz “zadania domowe” przeważnie w formie testu, który da się łatwo sparametryzować. Kurs zostaje zaliczony w momencie uzyskania określonej liczby punktów. Po jego zaliczeniu można starać się o otrzymanie certyfikatu, który niestety jest już płatny.

Idea kursów online ostro poruszyła środowisko uczelniane, w którym zaczęto głosić, że MOOC doprowadzi do obniżenia wartości edukacyjnej i zniszczy jakość pracy akademickiej. Tak się jednak nie stanie, gdyż celem MOOC nie jest zastępowanie studiów wyższych, lecz ich uzupełnienie. Zajęcia akademickie przekazują wiedzę ogólną na dany temat, nie wchodząc szczegółowo w omówienie konkretnego zagadnienia. Stąd student ma możliwość uzyskania lub poszerzenia wiedzy z interesującego go obszaru. Sama ukończyłam kurs pt. “Critical Thinking in Global Challenges” prowadzony przez The University of Edinburgh. “Krytyczne myślenie” nieustannie pojawia się w czasie studiów raczej jako ogólnikowe, atrakcyjne hasło humanistyki, a nie jako przedmiot, któremu poświęca się czas, co moim zdaniem jest błędem. Zajęcia z “krytycznego myślenia” powinny pojawić się nie tylko na wydziałach humanistyki – pozyskanie umiejętności krytycznej analizy powinno być założeniem każdej dziedziny naukowej.

MOOC to krok w stronę demokratyzacji wiedzy, choć już niestety i w tym obszarze wkrada się biznes. Ostatnio EdX proponuje specjalistyczne, odpłatne kursy. Oby początkowa idea przyświęcająca MOOC nie została jednak bezpowrotnie utracona.

Jak wspominałam, kursy online, takie jak Edx, Coursera, Udacity, Khan Academy, są pewnym dodatkiem do wyższej edukacji, a nie jej zastąpieniem. Co jeśli jednak postanowimy “urzeczywistnić” ideę wirtualnych kursów poprzez wprowadzenie ich w akademickie mury? Nowy projekt MIT ma na to odpowiedzć: budowa nowego modelu uniwersytetu – bez ścian, wydziałów i zajęć.

Christine Ortiz porzuca kierownictwo MIT na rzecz stworzenia nowego, radykalnego i innowacyjnego uniwersytetu nonprofit, kierującego się następującymi zasadami.

1.Długoterminowe projekty badawcze

Podstawowym celem jest nauczanie oparte na realizowaniu konkretnych projektów, których efekty udostępniane są online. Ponownie pojawia się idea “wytwarzania rzeczy” (making things) czy “produkcji wiedzy”. Podkreśla się znaczenie swobodnego dostępu do danych oraz praktyczności prowadzonych badań.

2. Brak zajęć

Dotychczas “zajęcia” czy “wykład” definiowane były jako 50min/1,5h jednostki lekcyjne, podczas których profesor “wykłada” temat. W przeciwieństwie do tradycyjnych zajęć, kursy online cechują się “aktywnym nauczaniem”, podczas których po każdej 10-minutowej sesji lekcyjnej użytkownicy przechodzą do forum, by przekazać feedback. Ponadto tradycyjne konsultacje odbywające się raz w tygodniu zostają zamienione na stały kontakt e-mailowy (uwaga: na amerykańskich uczelniach panuje zasada, że na e-maile odpowiada się w ciągu 24h).

3. Bez klas

Małe sale ćwiczeniowe mają być “zburzone”, by utworzyć ogromne przestrzenie badawcze. Ortiz podkreśla, że celem jest utworzenie otwartej przestrzeni gromadzącej laboratoria. Projekt ten odrzuca dotychczasowe funkcjonowanie małych i indywidualnych laboratoriów – zamierzeniem jest, by zbudować jedno olbrzymie centrum laboratoryjne integrujące różne zespoły badawcze.

4. Bez wydziałów

Ostatnia zasada z kolei opiera się na zniesieniu dotychczasowego podziału na jednostki wydziałowe.

Idea nowego modelu uczelni wydaje się oczywista: budowa edukacji opartej na prowadzeniu badań transdyscyplinarnych – poza zajęciami, klasami czy wydziałami. Liczy się projekt (online), działanie, aktywność i kolektywność.

Czy jest to jeszcze uniwersytet? Ortiz odpowiada, że na razie nie jest to pewne. Wiadomo jednak, że to koniec uniwersytetu, jaki znamy, ale też początek uniwersytetu, jakiego jeszcze nie znamy.

Uniwersytet, jakiego nie znamy (1)

Kryzys humanistyki to tylko część większego “kryzysu” obejmującego uniwersytet. Podejście korporacyjne i pragmatyczne niszczy uniwersytet, jako miejsce bezwarunkowej krytyki myślenia (Derrida) wolnej od parametryzacji, wartości rynkowych czy cenzury. Mówiąc słowami Terry’ego Eagletona: to koniec uniwersytetu.

To koniec uniwersytetu, jaki znamy, dodajemy za Markiem C. Taylorem. To sprecyzowanie staje się istotne w dalszych rozważaniach nad przyszłością instytucji, nad kierunkiem jej przeformułowania i wyznaczenia jej nowego miejsca. Kryzys uniwersytetu nie oznacza końca jego funkcjonowania, tak jak kryzys humanistyki nie musi wiązać się z zamknięciem jej wydziałów. Czas potraktować uniwersytet i humanistykę w inny niż dotychczas sposób. Oderwać się od klasycznego obrazu uczelni jako budynku z czterema ścianami, małymi salami wykładowymi i wieloma odrębnymi pokojami dla pracowników naukowych. Zapomnieć na chwilę o cyklicznych egzaminach, pisemnych i ustnych, obejmujących wąski obszar wiedzy, który “zakuwa” się, by tylko zaliczyć przedmiot. Odsunąć na bok wyobrażenie humanisty, który zamknięty w swym gabinecie pracuje w pojedynkę. Oderwanie się od tradycyjnej wizji uczelni i humanistyki pozwoli bowiem spojrzeć na te instytucje z szerszej perspektywy.

W dyskursie nad przyszłością uniwersytetu pojawiają się dwa kierunki propozycji jego zmiany. Jeden związany jest z przebudową istniejącej formy, drugi zaś wiąże się z wprowadzeniem alternatywnego modelu edukacji, opartego na internetowych kursach akademickich.

W dyskusjach nad przeformułowaniem dotychczasowej wizji uniwersytetu wskazuje się przede wszystkim następujące kryteria zmian, takie jak restrukturyzacja wyższej edukacji, która wiąże się z reorganizacją lub z całkowitym zniesieniem dotychczasowych podziałów na dziedziny wiedzy. Celem jest by skupić się na konkretnych zagadnieniach, które powinny być analizowane w różnych kontekstach  badawczych – dotychczasowe ograniczenie polega więc na tym, że na przykład na filologii polskiej kwestię związaną z bioetyką rozpatruje się z perspektywy literaturoznawczej, a nie w szerszym kontekście etyki, biotechnologii, filozofii czy religii.

Stąd Taylor proponuje program skoncentrowany na problemie (problem-focused programs). O ile idea ta brzmi atrakcyjnie, to już jej uszczegółowienie może wprawić w konsternację. Czy wyobrażasz sobie studiowanie “Ciała”, “Wody”, “Pieniądza” czy “Czasu i Przestrzeni”? Taylor tłumaczy swój pomysł jednak w dość przekonujący sposób, powołując się na przykład programu skoncentrowanego na wodzie. Zagadnienie związane z wydobywaniem i dostarczaniem zasobów wody stanie się z czasem jednym z najważniejszych wyzwań cywilizacji, stąd powinno stać się przedmiotem badawczym naukowców z kręgu nauk nie tylko przyrodniczych, lecz także humanistycznych, socjologicznych, prawniczych, medycznych, ekonomicznych itd. Zakłada się, że zdobyta wiedza interdycyplinarna i kolektywne działanie badaczy pozwoli w przyszłości na efektywne rozwiązanie problemu.

Kolejna zmiana dotyczy modyfikacji dotychczasowego modelu pracy dyplomowej, która w humanistyce, na przykład, przyjmuje tradycyjną formę pisemnej publikacji, gdzie “przypisy zajmują więcej miejsca niż tekst“. Propozycją jest zatem zwiększenie stopnia wykorzystywania narzędzi cyfrowych: od systemu hipertekstowego po programy designerskie. Celem jest by projekty zaliczeniowe były nie “pisane”, lecz “produkowane”, mówiąc językiem ekonomii.

Następna zmiana z kolei wiąże się z zerwaniem dotychczasowego modelu pracy dożywotniej na uczelni (tenure-track job). Umowa powinna być podpisywana na pewien okres, dzięki czemu zwiększy się efektywność pracy wykładowcy, który będzie w danym czasie starał się wykazać aktywnością naukową. Ponadto zapewni się większą mobilność pracowników oraz otworzy się stanowiska dla młodych naukowców.

Modyfikacje uniwersytetu – ujętego w dotychczasowej definicji jako instytucji zlokalizowanej w określonym miejscu (on-ground) – dotyczą zatem przede wszystkim podwyższenia poziomu specjalizacji, interdyscyplinarności i współpracy, co ma w efekcie doprowadzić do wzmocnienia innowacyjności i produktywności nauki. I od tych ekonomicznych kryteriów już raczej nie ma ucieczki.

Alternatywą na wymagania rynkowe może okazać się uniwersytet nonprofit – uniwersytet, jakiego jeszcze nie znamy.

Ciąg dalszy w drugiej części artykułu.

#alt-ac

“Post-2008 academic job market crash”, tak skomentował kryzys humanistyki na twitterze w 2009 roku Jason Rhody z the National Endowment for the Humanities (NEH) Office of Digital Humanities, dodając przy tym określenie “alt-ac”, czyli “alternative academy” jako propozycję rozwoju alternatywnych miejsc pracy dla szerzy młodych doktorów, którzy po ukończeniu studiów opuszczają mury uniwersytetu bez szansy na zatrudnienie. Termin alt-ac został szybko przechwycony i spopularyzowany przez Bethany Nowviskie, Director of Digital Research & Scholarship na University of Virginia. Co oznacza zatem koncepcja alt-ac i czy warto ją wprowadzić na polski grunt?

Idea alternatywnej pracy akademickiej powstała z myślą o odrzuceniu podziału na “pracę akademicką”, obejmującą zatrudnienie wyłącznie na pełen etat w funkcji wykładowcy czy asystenta, i “pracę nieakademicką”, rozumianą jako odejście od przestrzeni akademickiej i utratę szansy na dalszy rozwój kariery naukowej. Alt-ac nie jest “planem B” tych, którym nie udało się otrzymać posady uczelnianej, ale alternatywnym “planem A” – drogą, którą można obrać po ukończeniu studiów doktoranckich. Celem idei alt-ac jest podkreślenie, że ukończenie studiów doktoranckich nie oznacza poszukiwanie pracy wyłącznie na stanowisku wykładowcy, lecz także w innych miejscach, pozwalających na pozostanie w polu akademickim i na kontynuowanie dalszego rozwoju naukowego.

Alt-ac proponuje zatem pracę w nastąpujących obszarach, takich jak: laboratorium naukowe, biblioteka, muzeum, wydawnictwo akademickie, pismo naukowe czy organizacje humanistyczne. Idea ta wiąże się zatem z rozwojem humanistyki publicznej, która ma wzmocnić więzi z uniwersytetem. Humanistyka publiczna i akademicka nie oznaczają już dwóch oddzielnych koncepcji – są to dwa obszary współpracujące ze sobą i wspólnie budujące przyszłość humanistyki.

Nowviskie twierdzi, że do rozwoju alternatywnej pracy akademickiej przyczynić się może humanistyka cyfrowa, która wiąże się z realizacją dużych grantów badawczych, w ramach których zatrudniane są osoby niezwiązane z pracą akademicką, jak np. programiści, archiwiści czy edytorzy.

Praca w ramach alt-ac daje możliwość wykorzystania dotychczasowych doświadczeń naukowych i zdobytej wiedzy. Pomaga młodym i zdolnym ludziom odnaleźć pracę, w której mogą realizować dalej swoje pasje i umiejętności bez poczucia, że skoro nie otrzymali stanowiska na uczelni to oznacza, że ich praca nie jest wartościowa, a ostatnie pięć lat były tylko stratą czasu i nic innym, jak jednym zdaniem w CV. Oby przyrost centrów i laboratoriów humanistycznych w Polsce przyczynił się także do rozwoju idei alt-ac.

Więcej o alt-ac możesz przeczytać na stronie projektu Media Commons, koordynowanego przez Katinę Rogers z Futures Initiative, Graduate Center na City University of New York, a także na stronie Bethany Nowviskie. Odsyłam także do ciekawego artykułu “The #alt-ac Track: Negotiating Your ‘Alternative Academic’ Appointment” Prof. Hackera, poświęconego budowaniu alternatywnej drogi akademickiej.

CS+X

Humanities and computer science are not two separate worlds anymore, what is visible in dynamic and developing field of digital humanities (DH). Although digital humanities is not an academic discipline, there is no study devoted merely to DH, some universities have introduced additional courses or PhD studies in the scope of digital humanities. Digital humanities is the area of research conducting at the intersection of the humanities and computer science, and its aim is to elaborate digital tools to collect, organize, present and analyze texts for research in the humanities. DH is located in centers or laboratories that gather researchers from different academic fields. Therefore, it is interdisciplinary and collaborative field, two keywords of digital humanities.

Digital humanities does not solve all challenges that may be taken up by high-school students who have to choose between studying the humanities and computer science. Then, the question rises: how can we combine the humanistic spirit with a passion for programming? I believe this dilemma will be more and more common among next generations; surely in the US where president Obama released, couple weeks ago, a new initiative, called “Computer Science for All”, the goal of which is to “increase access to K-12 computer science education”.

Nowadays, if humanists want to delve into the secrets of programming, they can participate in seminars and workshops such as Digital Humanities Summer Institute, or study computer science on your own. It seems that a good solution would be to introduce practical courses (not only theory) within the humanities, focusing on practical using digital tools in research. Nevertheless, such strategy does not tackle all problems, since in this case, the humanities is the major field of study and computer science is only a supplement. So, how can we merge the humanities and computer science to put stress on them equally?

Stanford University has initiated a new program, informally known as “CS+X”, Computer Science+X, where “x” means one of 14 disciplines in the humanities, including history, art, and classics. As a result, you can choose, for example, “CS+Music”, studying either music cognition or acoustic technologies. It seems that the advantage of this program is strict focus on one field and an acquirement interdisciplinary knowledge. According to Jim Kurose, assistant director for computer and information science and engineering at the National Science Foundation, “CS+X degrees may not be meant for students who want to do deeply technical work as programmers, but rather for those who want to use data collection to analyze topics such as politics, society, and the environment”.

By looking at current, what has been called in recent years, a crisis in philology and literary studies, program “Computer Science + Philology” would reanimate philology, and in particularly, prove that this discipline, contrary to appearances, has been one of the most significant field. Digital collections, editing and digital reproduction of books, to name just a few, are essential research in the age of digitization of culture. You cannot (or should not) work on digital editions without philological knowledge. It is worth recalling Jerome McGann’s thought that a “philological system is fundamentally a system of social software” (“A New Republic of Letters: Memory and Scholarship in the Age of Digital Reproduction”, 2014). This idea calls to mind also David M. Berry (“Understanding Digital Humanities”, 2012) who, in turn, claims that understanding culture is in some sense understanding digital technology.

CS+X

Humanistyka i informatyka to już nie są dwa oddzielnie światy, czego dowodem jest dynamicznie rozwijająca się humanistyka cyfrowa (digital humanities – DH). DH nie jest jednak dyscypliną naukową, nie ma bowiem studiów poświęconych wyłącznie humanistyce cyfrowej, choć już niektóre uniwersytety wprowadziły studia doktoranckie z zakresu “Text and Technology”, albo proponują studia podyplomowe czy kursy w obszarze DH. Humanistyka cyfrowa jest obszarem badań, prowadzonych na przecięciu humanistyki i informatyki, których celem jest wypracowanie cyfrowych narzędzi metodologicznych do zbioru, organizacji, prezentacji i analizy tekstu. DH zlokalizowana jest w centrach czy laboratoriach, skupiających badaczy z różnych dyscyplin naukowych. Jest zatem “interdyscyplinarna” i “kolektywna” – dwa kluczowe pojęcia humanistyki cyfrowej.

Humanistyka cyfrowa nie rozwiązuje jednak problemów, z którymi mogą się zmagać uczniowie szkół średnich, wybierając kierunek studiów z obszaru nauk humanistycznych lub informatycznych. Jak bowiem połączyć humanistyczną duszę z pasją do programowania? Wierzę, że takie rozterki będę pojawiać się coraz częściej w kolejnych pokoleniach, a już na pewno na gruncie amerykańskim, gdzie kilka tygodni temu prezydent Obama ogłosił nowy program “Computer Science for All“, którego celem jest wprowadzenie edukacji informatycznej już od szkół podstawowych.

Obecnie humanistom, pragnącym zgłębić tajniki programowania, pozostaje uczestnictwo w kursach, warsztatach, bądź indywidualne studiowanie “komputerów”. Rozwiązaniem może być wprowadzenie na studiach przedmiotu “humanistyki cyfrowej”, nastawionego na praktyczne nauczanie zastosowań narzędzi cyfrowych w badaniach humanistów. Strategia ta nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów, gdyż w tym przypadku studia humanistyczne są kierunkiem podstawowym, a informatyka pewnym dodatkiem. Jak zatem połączyć humanistykę i computer science w taki sposób, by nacisk na nie był równomierny?

Stanford University zaproponował nowy kierunek studiów, nieformalnie nazwany CS+X: “Computer Science + X”, w tym “x” oznacza jedną z 14 dyscyplin humanistycznych. W efekcie można studiować, np. “CS+Music”, ucząc się zarówno kognitywistycznych aspektów muzyki, jak i wykorzystania technologii w akustyce. Zaletą takich studiów jest ścisłe skoncentrowanie się na jednym obszarze badań i uzyskanie wiedzy interdyscyplinarnej. Jak stwierdza Jim Kurose z the National Science Foundation, CS+X nie ma na celu “wypuszczenie” na rynek programistów, ale studentów, którzy potrafią wykorzystywać narzędzia cyfrowe i zbiory danych do analiz socjologicznych czy politycznych.

Czy takie studia sprawdziłby się w Polsce? Kierunek “Filologia + Informatyka” mógłby nie tylko “zreanimować” filologię, ale i udowodnić, że dyscyplina ta, wbrew pozorom, nigdy nie była tak istotna jak teraz. Cyfrowe kolekcje, edytorstwo czy reprodukcja cyfrowa książek są bardzo ważnymi obszarami badań w dobie digitalizacji. Nie można bezkrytycznie przygotowywać edycji cyfrowych bez posiadania wiedzy filologicznej. Zgadzam się ze słowami Jeromego McGanna, który w swej fascynującej książce A New Republic of Letters: Memory and Scholarship in the Age of Digital Reproduction (2014) stwierdza, że “system filologiczny jest zasadniczo systemem społecznego oprogramowania”. I tu przychodzą też na myśl słowa Davida M. Berry’ego, z Understanding Digital Humanities (2012), o współczesnej kulturze, którą można zrozumieć tylko poprzez zrozumienie cyfrowych technologii.

Uniwersytet bezwarunkowy

Uniwersytet bezwarunkowy Jacquesa Derridy (Wydawnictwo Libron, Kraków 2015) to obowiązkowa lektura nie tylko dla humanistów, ale wszystkich zainteresowanych zarówno funkcją i przyszłością uniwersytetu, jak i znaczeniem humanistyki dla rozwoju demokratycznego społeczeństwa. Poniżej zamieszczam warte uwagi fragmenty z książki Derridy, a zaciekawionych tematem uniwersytetu i humanistyki odsyłam do książek, takich jak: What are Universities For? Stefana Colliniego (Penguin, 2012), The Humanities and Public Life pod red. Petera Brooksa i Hilary Jewett (Fordham University Press, 2014) oraz Not for Profit: Why Democracy Needs the Humanities Marthy C. Nussbaum (Princeton University Press, 2012).

  • Postaram się również doprecyzować, co rozumiem pod pojęciem “nowych” Nauk Humanistycznych. Niezależnie bowiem od tego, czy byłyby to dyskusje krytyczne, czy dekonstrukcyjne, miejscem bezwarunkowej i wolnej od wszelkich założeń dyskusji o tym wszystkim, co dotyczy kwestii prawdy i historii prawdy w jej odniesieniu do kwestii człowieka, tego, co własne człowieka, praw człowieka, zbrodni przeciwko ludzkości etc., właściwą przestrzenią tej pracy i niniejszej refleksji winien być uniwersytet, a w nim, w najwyższym stopniu, Nauki Humanistyczne. Nie po to jednak, by się w owej dyskusji zamknąć, lecz przeciwnie, by uzyskać lepszy dostęp do nowej przestrzeni publicznej, przekształconej przez nowe techniki komunikacji, informacji, archiwizacji, i wytwarzania wiedzy (…).
  • Używając sformułowania “bardziej niż krytyczny”, rozumiem przez to “dekonstrukcyjny” (…). Mam tutaj na myślu prawo do dekonstrukcji jako bezwarunkowe prawo do stawiania pytań krytycznych, nie tylko o historię pojęcia człowieka, ale również o samą historię pojęcia krytyki, o formę i autorytet pytania, pytającą formę myśleni. Wynika z tego prawo, by robić to afirmatywnie i performatywnie, to znaczy wytwarzając zdarzenia, na przykład przez pisanie czy tworzenie (…) jednostkowych dzieł. Chodziłoby więc o to, aby dzięki wydarzeniu myślenia stwarzanym przez takie dzieła czynić możliwym – unikając przy tym konieczności zdradzania tego – przeprowadzenie zmiany pojęcia prawdy i człowieczeństwa, które konstytuują zarówno akt, jak i wyzwanie wiary każdego uniwersytetu. 
  • Zasada bezwarunkowego oporu jest zatem podstawowym prawem, które uniwersytet powinien rozważać, tworzyć i zarazem ustanawiać, czy to na wydziałach oprawa, czy to w nowych Naukach Humanistycznych.
  • Tego przyszłego, dekonstrukcyjnego zadania Nauk Humanistycznych nie można zamknąć w tradycyjnych granicach wydziałów, które należą dziś, z racji samego ich statusu, do Nauk Humanistycznych. Przyszłe Nauki Humanistyczne wykroczą poza granice dyscyplin, nie naruszając przy tym specyfiki żadnej z nich; wszystko dokona się w obrębie tego, co często w niejasny sposób nazywa się interdyscyplinarnością, czy też co mieści się w innym jeszcze, dającym się zastosować do wielu dziedzin pojęciu “cultural studies”.
  • W takim sam sposób nowe Nauki Humanistyczne miałyby się zajmować, w chwili tego niebezpiecznego, refleksyjnego – krytycznego i dekonstruktywnego zarazem – zwrotu, historią owego “jak gdyby”, przede wszystkim zaś historią tego jakże cennego rozróżnienia na akty performatywne i konstatywne.
  • Poświęćcie temu czas, ale pośpieszcie się z uczynieniem tego, bo nie wiecie, co was czeka.

 

Studia w USA? (2)

Druga część z cyklu, poświęconym charakterystyce studiów w USA, przybliża funkcjonowanie uniwersytetu i kampusu.

  1. Większość kampusów uniwersyteckich zlokalizowana jest poza miastem, gdzie najłatwiej dostać się samochodem. Autobusy kursują raz na godzinę, dodatkowo nie zawsze w weekend (przeważnie w niedzielę nie kursują).
  2. Stąd w USA nie da się żyć bez samochodu. Wynajem się nie opłaca, więc najlepiej po prostu kupić samochód, który można dostać już od 800$ (polecam jednak nie schodzić poniżej 1500$, gdyż tani samochód zwykle oznacza duże koszty późniejszych napraw…).
  3. W efekcie w USA wszyscy poruszają się samochodami (prawo jazdy otrzymuje się już od 16. roku życia), a kampusy charakteryzują się olbrzymimi parkingami. Studenci są zobowiązani do opłaty za możliwość korzystania z parkingu raz na początku każdego roku akademickiego.
  4. Między zajęciami nie ma przerw, ze względu na to, że nie ma odgórnego planu zajęć. Jest za to godzinna przerwa lunchowa od ok. godz. 12-13.00. Możesz zjeść posiłek w co najmniej jednej “stołówce” dostępnej na kampusie. Oferta dań i produktów jest bardzo różnorodna: od pizzy i humburgerów, mięs grillowanych, przez chińskie jedzenie, po potrawy wegetariańskie i sałatki. Niestety ceny wcale nie są niższe niż w McDonaldzie czy Taco Bell [najlepsze meksykańskie taco!].
  5. Na kampusie większość prac wykonywanych jest przez samych studentów: od obsługi centrum sportu, biblioteki, przez stołówkę, po wszelkie biura. Dzięki temu student ma możliwość uzyskania dodatkowych funduszy na życie, opłatę studiów czy spłacenie kredytów.
  6. Na uczelni funkcjonuje dział tzw. “Writing Center” (przynajmniej na uczelniach, na których byłam), oferujący między innymi sprawdzanie prac pisemnych pod kątem gramatycznym. Pracują tam wykładowcy i studenci filologii. Wbrew pozorom jest to bardzo uczęszczalne miejsce, może dlatego, że jak wspomniałam w pierwszej części cyklu, studenci humanistyki mają na zaliczenie eseje, a gramatyka angielska sprawia trudności nie tylko studentom zagranicznym.
  7. Na uczelni często organizowane są otwarte wykłady i seminaria, na których odbywa się (bardzo) żywa dyskusja między profesorami. Przed otwartymi seminariami często dostarczana jest darmowa pizza, która tak licznie przyciąga studentów…
  8. W związku z tym, że studenci sami wybierają przedmioty, na które chcą uczęszczać, profesorowie “walczą” o uzyskanie frekwencji na swoich zajęciach. W konsekwencji można zobaczyć na ścianach i w windach ogłoszenia “reklamujące” zajęcia…

Ostatnia część cyklu poświęcona będzie relacji między profesorem a student/ką/em.

Studia w USA? (1)

Kiedy wraca się z USA do Polski, a już na pewno na polski uniwersytet, czuje się, że “tam” było lepiej. Nie twierdzę, że życie jest lepsze, bo po paru miesiącach i tak zaczynasz poszukiwania polskiego sklepu (by kupić twaróg i krakowską), męczy chodzenie do laundromatu (jeśli masz szczęście, to masz pralkę w mieszkaniu), masz dosyć tego, że musisz poruszać się wszędzie samochodem, i dawać napiwki wszystkim za wszystko. Ale to raptem cztery minusy, bo plusów można znaleźć znacznie więcej. Moje wrażenia po powrocie do Polski były związane nie tyle ze stylem życia, ile z nauką i funkcjonowaniem uniwersytetu. Poniżej wypisałam cechy amerykańskich studiów, zarówno te odnoszące się do zasad, jak i do moich własnych spostrzeżeń i odczuć.

  1. Po czteroletnich studiach licencjackich (undergraduate) możesz kontynuować naukę w ramach “graduate studies”, które obejmują zarówno studia magisterkie, jak i doktoranckie (PhD study). Stąd po studiach licencjackich możesz iść od razu na doktorat, który trwa ok. 4/5 lat. Jeśli w trakcie studiów doktoranckich stwierdzisz, że jednak nie chcesz doktoratu, możesz studia przerwać, uzyskując tylko tytuł magistra. Jeśli natomiast pójdziesz na studia magisterskie i po nich zdecydujesz się robić doktorat, możesz od razu “wskoczyć” na drugi rok, ponieważ część zajęć już zaliczyłaś/eś w trakcie studiów magisterskich.
  2. Plan zajęć, przydzielany każdego roku na polskich studiach, nie funkcjonuje na amerykańskiej uczelni. Na początku każdego semestru publikowana jest lista zajęć z przydzieloną punktacją, którą otrzymuje się za zaliczenie danego przedmiotu. Student/ka sam wybiera zajęcia poprzez rejestrację w systemie uczelni. Ważne jest jednak, by zdobył/a określoną liczbę punktów, potrzebną do uzyskania np. tytułu magistra. W praktyce może się zatem okazać, że w jednym semestrze student/ka uczestniczy tylko w jednych zajęciach.
  3. Każde studia są płatne. Stąd w filmach i serialach amerykańskich można zobaczyć studentów college’u, którzy pracują po zajęciach, gdzie się da, by spłacić “tuitions” and “loans”.
  4. Każdy PhD student ma zapewnione finansowanie, w postaci Teaching Assistantship (prowadzenie zajęć), Fellowships (stypendia), albo Research (dołączenie do grantu badawczego przeważnie prowadzonego przez promotora).
  5. Zajęcia trwają od 45 min do godziny.
  6. Seminaria (naprawdę!) odbywają sie co tydzień, na każdych studenci prezentują dotychczasowe efekty badań.
  7. W humanistyce w trakcie semestru pisze się eseje na zaliczenie, których ocena składa się na ocenę końcową (eseje, egzamin, aktywność i obecność na zajęciach).
  8. W odniesieniu do humanistyki, w trakcie semestru oprócz prac pisemnych na zaliczenie są również przeróżne projekty, które przygotowuje się zespołowo. Uczelnie amerykańskie stawiają na kolektywność i “praktyczne myślenie”.
  9. Na zajęcia zaprasza się profesorów, którzy specjalizują się z danej tematyki akurat poruszanej na ćwiczeniach. Stąd można uniknąć sytuacji, kiedy prowadzący “udaje”, że wie wszystko o czymś, o czym nie ma pojęcia.
  10. Sesja zaczyna się na początku grudnia i kończy się ok. 15 grudnia. Potem jest przerwa zimowa, która trwa do ok. 20 stycznia.
  11. Egzamin odbywa się tylko raz. Nie ma, tak jak w Polsce, dwóch poprawek oraz kampanii wrześniowej. Podchodzisz do egzaminu tylko raz: zdasz, albo nie zdasz. O ocenie dowiadujesz się tylko z systemu.
  12. Zajęcia, w humanistyce, opierają się na żywej dyskusji. Zadane lektury do przeczytania są tylko punktem wyjścia do polemiki. Mają za zadanie pomóc studentowi/studentce ukszałtować własną opinię i określić własne stanowisko. Celem jest, by zastanowić się nad Własnym Zdaniem, sposobem jego prezentacji i możliwością jego obrony. Dyskusje nie odsyłają bezpośrednio do artykułów, ale do wiedzy uzyskanej po ich lekturze i zaaplikowanej do pewnych przypadków/sytuacji, które są tematem rozmowy. Problem omawiany na ćwiczeniach opiera się zatem na przedyskutowaniu pewnego case study, a nie na teoretycznej analizie artykułu naukowego. Stąd obserwuje się na gruncie amerykańskim zwrot od teorii do praktyki…
  13. Krytyczne myślenie, krytyczne myślenie, krytyczne myślenie…

W kolejnych częściach omówię uniwersytet i kampus (2) oraz relacje między profesorem a studentem (3).