Człowiek piszący jak komputer

Maszyna myśląca jak człowiek, komputer potrafiący rozmawiać z człowiekiem, czy wearable technology, rozszerzające zmysły człowieka – te wszystkie “przełomy” w obszarze human-computer interaction (HCI), mają na celu rozwój technologii na wzór funkcjonowania człowieka (kwestie kognitywistyczne, percepcyjne czy sensualne). Warto wspomnieć, że podczas gdy pierwsza fala rozwoju HCI wiązała się z zasadą wzmocnienia człowieka, nadrzędnego wobec technologii, druga dąży do spojrzenia na człowieka i maszynę, jako na dwa równorzędne byty. Stąd nacisk badań położony został na kwestie etyczne rozwoju zarówno człowieka, jak i technologii oraz na zdefiniowanie na nowo pojęcia “człowiek” (human), którego ostra dotychczas granica, wyróżniająca go od innych bytów określonych jako “nieludzkie” (nonhuman), bezpowrotnie zanika. Nie dziwi zatem postawione pytanie o to, czy komputer potrafi pisać jak człowiek. Co jeśli pójdziemy dalej i zapytamy: czy człowiek potrafi pisać jak komputer?

W swoim fascynującym wystąpieniu pt. Can a computer write poetry?, wygłoszonym w maju 2015 roku w ramach TedxYouth w Sydney, Oscar Schwartz stawia przed widzem trzy wyzwania, których celem jest odpowiedzenie na pytanie o to, czy komputer potrafi tworzyć poezję. Schwartz prezentuje każdorazowo dwa teksty, jeden napisany przez człowieka, drugi zaś wygenerowany przez komputer, i prowokacyjnie pyta: który z tych utworów został napisany przez człowieka? W pierwszej bitwie poeta Wiliam Blake staje na ringu z algorytmem pobierającym treści z Facebooka. W drugim teście Frank O’Hara zestawiony zostaje z algorytmem Racter, stworzonym w 1970 roku.

Do tego momentu większa część publiczności nie ma problemu, by wskazać tekst wykreowany przez człowieka. Ostatni jednak eksperyment całkowicie zmienia bieg zdarzeń. Czy jesteś w stanie powiedzieć, autorem którego z utworów jest człowiek?

Utwór 1:

Reg flags the reason for pretty flags. And ribbons.

Ribbons of flags

And wearing material

Reasons for wearing material.

Give pleasure.

Can you give me the regions.

The regions and the land.

The regions and wheels.

And wheels are perfect.

Enthusiasm.

Utwór 2:

A wounded deer leaps highest,

I’ve heard the daffodil

I’ve heard the flag to-day

I’ve heard the hunter tell;

‘Tis but the ecstasy of death,

And then the brake is almost done,

And sunrise grows so near

sunrise grows so near

That we can touch the despair and

frenzied hope of all the ages.

Jeśli chciał(a)byś wykonać więcej podobnych testów, Schwartz odsyła do swojej strony internetowej “bot or not“, założonej wraz z Benjaminem Lairdem w 2013 roku. Każda gra polega na tym, że użytkownik otrzymuje dwa teksty, po lekturze których musi odpowiedzieć na podstawowe pytanie “Was this poem written by a human or a computer?”, klikając na “bot” (komputer), albo na “not” (człowiek).

Wracając do powyższego eksperymentu. Okazuje się, że autorem pierwszego utworu jest Gertrude’a Stein, drugi tekst natomiast został wygenerowany przez algorytm RKCP, stworzony przez Ray’a Kurzweila. Mimo że, algorytm ten nie rozpoznaje znaczenia poszczególnych słów, zaczerpniętych z bazy poezji Stein, był jednak w stanie wygenerować utwór oddający dokładnie styl poetki. Jak dodaje Schwartz: “[algorytm] był w stanie wykreować utwór brzmiący bardziej ludzko niż utwór samej Gertrudy Stein”.

Czy komputer potrafi pisać poezję? By odpowiedzieć na to pytanie, Schwartz odwołuje się do testu Turinga, który zakładał, że jeśli komputer jest w stanie oszukać 30% odbiorców, utrzymujących, że tekst został napisany przez człowieka, to oznacza, że komputer zdał egzamin na inteligencję. Wykorzystując bazę danych rezultatów gry “bot or not”, Schwartz stwierdza, że komputer oszukał 65% użytkowników. Czy komputer potrafi zatem pisać poezję? Odpowiedź wydaje się twierdząca.

Schwartz prowokacyjnie podążą dalej. Jeśli komputer pisze jak komputer oraz komputer potrafi pisać jak człowiek, czy zatem możemy wnioskować, odwołując się do przypadku Gertrudy Stein, że człowiek potrafi pisać jak komputer?

Kreatywne pisanie (creative writing) już jest przekształcane w cyfrowe kreatywne pisanie (digital creative writing). Programy komputerowe “uczą” odbiorców myślenia cyfrowego (think in digital) i wykorzystywania możliwości technologicznych w celach literackich. Czy to nie jest dowód na to, że człowiek uczy się “pisać” jak komputer?

CS+X

Humanistyka i informatyka to już nie są dwa oddzielnie światy, czego dowodem jest dynamicznie rozwijająca się humanistyka cyfrowa (digital humanities – DH). DH nie jest jednak dyscypliną naukową, nie ma bowiem studiów poświęconych wyłącznie humanistyce cyfrowej, choć już niektóre uniwersytety wprowadziły studia doktoranckie z zakresu “Text and Technology”, albo proponują studia podyplomowe czy kursy w obszarze DH. Humanistyka cyfrowa jest obszarem badań, prowadzonych na przecięciu humanistyki i informatyki, których celem jest wypracowanie cyfrowych narzędzi metodologicznych do zbioru, organizacji, prezentacji i analizy tekstu. DH zlokalizowana jest w centrach czy laboratoriach, skupiających badaczy z różnych dyscyplin naukowych. Jest zatem “interdyscyplinarna” i “kolektywna” – dwa kluczowe pojęcia humanistyki cyfrowej.

Humanistyka cyfrowa nie rozwiązuje jednak problemów, z którymi mogą się zmagać uczniowie szkół średnich, wybierając kierunek studiów z obszaru nauk humanistycznych lub informatycznych. Jak bowiem połączyć humanistyczną duszę z pasją do programowania? Wierzę, że takie rozterki będę pojawiać się coraz częściej w kolejnych pokoleniach, a już na pewno na gruncie amerykańskim, gdzie kilka tygodni temu prezydent Obama ogłosił nowy program “Computer Science for All“, którego celem jest wprowadzenie edukacji informatycznej już od szkół podstawowych.

Obecnie humanistom, pragnącym zgłębić tajniki programowania, pozostaje uczestnictwo w kursach, warsztatach, bądź indywidualne studiowanie “komputerów”. Rozwiązaniem może być wprowadzenie na studiach przedmiotu “humanistyki cyfrowej”, nastawionego na praktyczne nauczanie zastosowań narzędzi cyfrowych w badaniach humanistów. Strategia ta nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów, gdyż w tym przypadku studia humanistyczne są kierunkiem podstawowym, a informatyka pewnym dodatkiem. Jak zatem połączyć humanistykę i computer science w taki sposób, by nacisk na nie był równomierny?

Stanford University zaproponował nowy kierunek studiów, nieformalnie nazwany CS+X: “Computer Science + X”, w tym “x” oznacza jedną z 14 dyscyplin humanistycznych. W efekcie można studiować, np. “CS+Music”, ucząc się zarówno kognitywistycznych aspektów muzyki, jak i wykorzystania technologii w akustyce. Zaletą takich studiów jest ścisłe skoncentrowanie się na jednym obszarze badań i uzyskanie wiedzy interdyscyplinarnej. Jak stwierdza Jim Kurose z the National Science Foundation, CS+X nie ma na celu “wypuszczenie” na rynek programistów, ale studentów, którzy potrafią wykorzystywać narzędzia cyfrowe i zbiory danych do analiz socjologicznych czy politycznych.

Czy takie studia sprawdziłby się w Polsce? Kierunek “Filologia + Informatyka” mógłby nie tylko “zreanimować” filologię, ale i udowodnić, że dyscyplina ta, wbrew pozorom, nigdy nie była tak istotna jak teraz. Cyfrowe kolekcje, edytorstwo czy reprodukcja cyfrowa książek są bardzo ważnymi obszarami badań w dobie digitalizacji. Nie można bezkrytycznie przygotowywać edycji cyfrowych bez posiadania wiedzy filologicznej. Zgadzam się ze słowami Jeromego McGanna, który w swej fascynującej książce A New Republic of Letters: Memory and Scholarship in the Age of Digital Reproduction (2014) stwierdza, że “system filologiczny jest zasadniczo systemem społecznego oprogramowania”. I tu przychodzą też na myśl słowa Davida M. Berry’ego, z Understanding Digital Humanities (2012), o współczesnej kulturze, którą można zrozumieć tylko poprzez zrozumienie cyfrowych technologii.

Uniwersytet bezwarunkowy

Uniwersytet bezwarunkowy Jacquesa Derridy (Wydawnictwo Libron, Kraków 2015) to obowiązkowa lektura nie tylko dla humanistów, ale wszystkich zainteresowanych zarówno funkcją i przyszłością uniwersytetu, jak i znaczeniem humanistyki dla rozwoju demokratycznego społeczeństwa. Poniżej zamieszczam warte uwagi fragmenty z książki Derridy, a zaciekawionych tematem uniwersytetu i humanistyki odsyłam do książek, takich jak: What are Universities For? Stefana Colliniego (Penguin, 2012), The Humanities and Public Life pod red. Petera Brooksa i Hilary Jewett (Fordham University Press, 2014) oraz Not for Profit: Why Democracy Needs the Humanities Marthy C. Nussbaum (Princeton University Press, 2012).

  • Postaram się również doprecyzować, co rozumiem pod pojęciem “nowych” Nauk Humanistycznych. Niezależnie bowiem od tego, czy byłyby to dyskusje krytyczne, czy dekonstrukcyjne, miejscem bezwarunkowej i wolnej od wszelkich założeń dyskusji o tym wszystkim, co dotyczy kwestii prawdy i historii prawdy w jej odniesieniu do kwestii człowieka, tego, co własne człowieka, praw człowieka, zbrodni przeciwko ludzkości etc., właściwą przestrzenią tej pracy i niniejszej refleksji winien być uniwersytet, a w nim, w najwyższym stopniu, Nauki Humanistyczne. Nie po to jednak, by się w owej dyskusji zamknąć, lecz przeciwnie, by uzyskać lepszy dostęp do nowej przestrzeni publicznej, przekształconej przez nowe techniki komunikacji, informacji, archiwizacji, i wytwarzania wiedzy (…).
  • Używając sformułowania “bardziej niż krytyczny”, rozumiem przez to “dekonstrukcyjny” (…). Mam tutaj na myślu prawo do dekonstrukcji jako bezwarunkowe prawo do stawiania pytań krytycznych, nie tylko o historię pojęcia człowieka, ale również o samą historię pojęcia krytyki, o formę i autorytet pytania, pytającą formę myśleni. Wynika z tego prawo, by robić to afirmatywnie i performatywnie, to znaczy wytwarzając zdarzenia, na przykład przez pisanie czy tworzenie (…) jednostkowych dzieł. Chodziłoby więc o to, aby dzięki wydarzeniu myślenia stwarzanym przez takie dzieła czynić możliwym – unikając przy tym konieczności zdradzania tego – przeprowadzenie zmiany pojęcia prawdy i człowieczeństwa, które konstytuują zarówno akt, jak i wyzwanie wiary każdego uniwersytetu. 
  • Zasada bezwarunkowego oporu jest zatem podstawowym prawem, które uniwersytet powinien rozważać, tworzyć i zarazem ustanawiać, czy to na wydziałach oprawa, czy to w nowych Naukach Humanistycznych.
  • Tego przyszłego, dekonstrukcyjnego zadania Nauk Humanistycznych nie można zamknąć w tradycyjnych granicach wydziałów, które należą dziś, z racji samego ich statusu, do Nauk Humanistycznych. Przyszłe Nauki Humanistyczne wykroczą poza granice dyscyplin, nie naruszając przy tym specyfiki żadnej z nich; wszystko dokona się w obrębie tego, co często w niejasny sposób nazywa się interdyscyplinarnością, czy też co mieści się w innym jeszcze, dającym się zastosować do wielu dziedzin pojęciu “cultural studies”.
  • W takim sam sposób nowe Nauki Humanistyczne miałyby się zajmować, w chwili tego niebezpiecznego, refleksyjnego – krytycznego i dekonstruktywnego zarazem – zwrotu, historią owego “jak gdyby”, przede wszystkim zaś historią tego jakże cennego rozróżnienia na akty performatywne i konstatywne.
  • Poświęćcie temu czas, ale pośpieszcie się z uczynieniem tego, bo nie wiecie, co was czeka.

 

Czas na laboratorium

Graficzny komentarz do wyników konkursu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki z części “Rozwój” (2016). 3 projekty na 53 zawierają w tytule określenie “laboratorium”. Wydawać by się mogło, że to nic nie znaczy, w końcu to “tylko” trzy. Jednak co robi termin “laboratorium” w humanistyce? Nadaje projektowi charakter innowacyjny, eksperymentalny i praktyczny? Czy to nowe podejście humanistyczne, nowe narzędzie badawcze czy nic innego jak strategia polityczna? Powstanie laboratoriów humanistycznych, określanych częściej jako “laby”, wiąże się z rozwojem humanistyki cyfrowej, która z kolei – jak zauważa Richard Grusin w swoim ciekawym artykule “The Dark Side of Digital Humanities: Dispatches from Two Recent mla Conventions” – przypadkowo (?) pojawiła się wraz z nasileniem kryzysu ekonomicznego w humanistyce…

O idei laboratorium w humanistyce pisałam w artykule “To nie jest muzeum, to jest laboratorium” (“Czas Kultury” 2/2015), a obecnie pracuję nad tekstem poświęconym różnicom między następującymi pojęciami, stosowanymi w odniesieniu do miejsca prowadzonych badań humanistycznych: “pracownią/zakładem”, “centrum” i “laboratorium”. Moim celem jest odpowiedzenie między innymi na pytanie o to, jak dane pojęcia implikują zmiany strukturalne, metodologiczne pracy i ekonomiczne.

Podsumowując: laboratorium wkracza do Polski.

Studia w USA? (2)

Druga część z cyklu, poświęconym charakterystyce studiów w USA, przybliża funkcjonowanie uniwersytetu i kampusu.

  1. Większość kampusów uniwersyteckich zlokalizowana jest poza miastem, gdzie najłatwiej dostać się samochodem. Autobusy kursują raz na godzinę, dodatkowo nie zawsze w weekend (przeważnie w niedzielę nie kursują).
  2. Stąd w USA nie da się żyć bez samochodu. Wynajem się nie opłaca, więc najlepiej po prostu kupić samochód, który można dostać już od 800$ (polecam jednak nie schodzić poniżej 1500$, gdyż tani samochód zwykle oznacza duże koszty późniejszych napraw…).
  3. W efekcie w USA wszyscy poruszają się samochodami (prawo jazdy otrzymuje się już od 16. roku życia), a kampusy charakteryzują się olbrzymimi parkingami. Studenci są zobowiązani do opłaty za możliwość korzystania z parkingu raz na początku każdego roku akademickiego.
  4. Między zajęciami nie ma przerw, ze względu na to, że nie ma odgórnego planu zajęć. Jest za to godzinna przerwa lunchowa od ok. godz. 12-13.00. Możesz zjeść posiłek w co najmniej jednej “stołówce” dostępnej na kampusie. Oferta dań i produktów jest bardzo różnorodna: od pizzy i humburgerów, mięs grillowanych, przez chińskie jedzenie, po potrawy wegetariańskie i sałatki. Niestety ceny wcale nie są niższe niż w McDonaldzie czy Taco Bell [najlepsze meksykańskie taco!].
  5. Na kampusie większość prac wykonywanych jest przez samych studentów: od obsługi centrum sportu, biblioteki, przez stołówkę, po wszelkie biura. Dzięki temu student ma możliwość uzyskania dodatkowych funduszy na życie, opłatę studiów czy spłacenie kredytów.
  6. Na uczelni funkcjonuje dział tzw. “Writing Center” (przynajmniej na uczelniach, na których byłam), oferujący między innymi sprawdzanie prac pisemnych pod kątem gramatycznym. Pracują tam wykładowcy i studenci filologii. Wbrew pozorom jest to bardzo uczęszczalne miejsce, może dlatego, że jak wspomniałam w pierwszej części cyklu, studenci humanistyki mają na zaliczenie eseje, a gramatyka angielska sprawia trudności nie tylko studentom zagranicznym.
  7. Na uczelni często organizowane są otwarte wykłady i seminaria, na których odbywa się (bardzo) żywa dyskusja między profesorami. Przed otwartymi seminariami często dostarczana jest darmowa pizza, która tak licznie przyciąga studentów…
  8. W związku z tym, że studenci sami wybierają przedmioty, na które chcą uczęszczać, profesorowie “walczą” o uzyskanie frekwencji na swoich zajęciach. W konsekwencji można zobaczyć na ścianach i w windach ogłoszenia “reklamujące” zajęcia…

Ostatnia część cyklu poświęcona będzie relacji między profesorem a student/ką/em.

Posłuchaj multifraktalny “Finnegans Wake”

“Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a określa się najtrudniejszą i najbardziej tajemniczą książką w historii literatury. Badacze z polskiego Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie (IFJ PAN) niedawno wykazali, wykorzystując między innymi statystyczne analizy długości zdań, że budowa powieści Joyce’a opiera się na strukturze multifraktalnej, w której jednostką podstawową jest fraktal – samopodobny matematyczny obiekt, w którym każdy jego fragment, w momencie jego powiększenia, zyskuje strukturę przypominającą obiekt wyjściowy. Oprócz skomplikowanej budowy “Finnegans Wake” cechuje się także wykorzystaniem 60 różnych języków, tworząc tym samym “książkę nie do przeczytania”. Joyce uważał jednak, że jego dzieło może zrozumieć każdy, kto poprawnie i głośno je odczyta. “Finnegans Wake” nie jest zatem tylko książką do czytania, ale (może i głównie) do słuchania.

Waywords and Meansigns: Recreating Finnegans Wake” jest to niesamowity projekt, polegający na wydaniu całej powieści Joyce’a w formie utworów muzycznych. Grupa badaczy, tłumaczy (między innymi Krzysztof Bartnicki, autor polskiego przekładu “Finnegans Wake”) i artystów wspólnie przygotowała 35-godzinny audiobook, składający sie z 17 utworów odpowiadających kolejno 17 rozdziałom. Multistrukturalność “Finnegans Wake” znajduje swoje odzwierciedlenie w odmiennych muzycznie kawałkach, zrealizowanych przez różnych wykonawców: od amatorów po producentów muzycznych. W jaki sposób utwór muzyczny współgra z danym fragmentem powieści? Kolejny ciekawy temat badań dla humanistów, a dokładnie komparatystów mediów.

Studia w USA? (1)

Kiedy wraca się z USA do Polski, a już na pewno na polski uniwersytet, czuje się, że “tam” było lepiej. Nie twierdzę, że życie jest lepsze, bo po paru miesiącach i tak zaczynasz poszukiwania polskiego sklepu (by kupić twaróg i krakowską), męczy chodzenie do laundromatu (jeśli masz szczęście, to masz pralkę w mieszkaniu), masz dosyć tego, że musisz poruszać się wszędzie samochodem, i dawać napiwki wszystkim za wszystko. Ale to raptem cztery minusy, bo plusów można znaleźć znacznie więcej. Moje wrażenia po powrocie do Polski były związane nie tyle ze stylem życia, ile z nauką i funkcjonowaniem uniwersytetu. Poniżej wypisałam cechy amerykańskich studiów, zarówno te odnoszące się do zasad, jak i do moich własnych spostrzeżeń i odczuć.

  1. Po czteroletnich studiach licencjackich (undergraduate) możesz kontynuować naukę w ramach “graduate studies”, które obejmują zarówno studia magisterkie, jak i doktoranckie (PhD study). Stąd po studiach licencjackich możesz iść od razu na doktorat, który trwa ok. 4/5 lat. Jeśli w trakcie studiów doktoranckich stwierdzisz, że jednak nie chcesz doktoratu, możesz studia przerwać, uzyskując tylko tytuł magistra. Jeśli natomiast pójdziesz na studia magisterskie i po nich zdecydujesz się robić doktorat, możesz od razu “wskoczyć” na drugi rok, ponieważ część zajęć już zaliczyłaś/eś w trakcie studiów magisterskich.
  2. Plan zajęć, przydzielany każdego roku na polskich studiach, nie funkcjonuje na amerykańskiej uczelni. Na początku każdego semestru publikowana jest lista zajęć z przydzieloną punktacją, którą otrzymuje się za zaliczenie danego przedmiotu. Student/ka sam wybiera zajęcia poprzez rejestrację w systemie uczelni. Ważne jest jednak, by zdobył/a określoną liczbę punktów, potrzebną do uzyskania np. tytułu magistra. W praktyce może się zatem okazać, że w jednym semestrze student/ka uczestniczy tylko w jednych zajęciach.
  3. Każde studia są płatne. Stąd w filmach i serialach amerykańskich można zobaczyć studentów college’u, którzy pracują po zajęciach, gdzie się da, by spłacić “tuitions” and “loans”.
  4. Każdy PhD student ma zapewnione finansowanie, w postaci Teaching Assistantship (prowadzenie zajęć), Fellowships (stypendia), albo Research (dołączenie do grantu badawczego przeważnie prowadzonego przez promotora).
  5. Zajęcia trwają od 45 min do godziny.
  6. Seminaria (naprawdę!) odbywają sie co tydzień, na każdych studenci prezentują dotychczasowe efekty badań.
  7. W humanistyce w trakcie semestru pisze się eseje na zaliczenie, których ocena składa się na ocenę końcową (eseje, egzamin, aktywność i obecność na zajęciach).
  8. W odniesieniu do humanistyki, w trakcie semestru oprócz prac pisemnych na zaliczenie są również przeróżne projekty, które przygotowuje się zespołowo. Uczelnie amerykańskie stawiają na kolektywność i “praktyczne myślenie”.
  9. Na zajęcia zaprasza się profesorów, którzy specjalizują się z danej tematyki akurat poruszanej na ćwiczeniach. Stąd można uniknąć sytuacji, kiedy prowadzący “udaje”, że wie wszystko o czymś, o czym nie ma pojęcia.
  10. Sesja zaczyna się na początku grudnia i kończy się ok. 15 grudnia. Potem jest przerwa zimowa, która trwa do ok. 20 stycznia.
  11. Egzamin odbywa się tylko raz. Nie ma, tak jak w Polsce, dwóch poprawek oraz kampanii wrześniowej. Podchodzisz do egzaminu tylko raz: zdasz, albo nie zdasz. O ocenie dowiadujesz się tylko z systemu.
  12. Zajęcia, w humanistyce, opierają się na żywej dyskusji. Zadane lektury do przeczytania są tylko punktem wyjścia do polemiki. Mają za zadanie pomóc studentowi/studentce ukszałtować własną opinię i określić własne stanowisko. Celem jest, by zastanowić się nad Własnym Zdaniem, sposobem jego prezentacji i możliwością jego obrony. Dyskusje nie odsyłają bezpośrednio do artykułów, ale do wiedzy uzyskanej po ich lekturze i zaaplikowanej do pewnych przypadków/sytuacji, które są tematem rozmowy. Problem omawiany na ćwiczeniach opiera się zatem na przedyskutowaniu pewnego case study, a nie na teoretycznej analizie artykułu naukowego. Stąd obserwuje się na gruncie amerykańskim zwrot od teorii do praktyki…
  13. Krytyczne myślenie, krytyczne myślenie, krytyczne myślenie…

W kolejnych częściach omówię uniwersytet i kampus (2) oraz relacje między profesorem a studentem (3).

Trzy kultury

Jeśli szukasz rzetelnego porównania humanistyki z naukami przyrodniczymi i społecznymi, polecam zajrzeć do publikacji “The Three Cultures” Jeromego Kagana (Cambridge University Press 2009). Poniżej zamieszczam fragment z książki (s.4-5) – podsumowującą i pomocną tabelę, w której te “trzy kultury” zostałe ze sobą zestawione.

 

 

“Przekaz digitalny”

Kilka miesięcy temu ukazała się książka “Przekaz digitalny. Z zagadnień semiotyki, semantyki i komunikacji cyfrowej” (pod red. Ewy Szczęsnej), w której znajdują się cztery rozdziały mojego autorstwa.

Rozdział “Relacyjność strukturalno-semantyczna w hiperfikcji, na podstawie Matrioszki Marty Dzido”, poświęcony jest analizie budowy hipertekstu literackiego i jej związek z narracją i znaczeniem tekstu. Odnoszę się między innymi do teorii światów możliwych, wprowadzonej na grunt literatury elektronicznej przez Marie-Laure Ryan. W kolejnym artykule rozważam pojęcie cybersemiotyczności i jego zastosowanie w badaniach tekstu literackiego “zanurzonego” w cyberkulturze. Termin ten odsyła między innymi do koncepcji cyberstrukturalizmu, opisanej przez Marshę Kinder we wprowadzeniu do książki “Transmedia Frictions: The Digital, the Arts, and the Humanities” (red. M. Kinder, T. McPherson, Oakland: University of California Press 2014).

W następnym rozdziale “Literatura cyfrowa a literackość i komunikacja literacka” prowokacyjnie poruszam kwestię “literackości” literatury elektronicznej oraz problem definiowania “literatury” w kulturze cyfrowej. Celem jest zastanowienie się nad tym, kto nadaje tekstowi status “literatury” oraz czy obecnie jesteśmy w stanie wyznaczyć kryteria “literackości” utworu (cyfrowego). Ostatni rozdział, przygotowany wspólnie z Prof. Ewą Szczęsną i dr. Mariuszem Pisarskim, poświęcony jest teorii i praktyce adaptacji cyfrowych.

Miło wspomnieć, że w listopadzie ukazała się pierwsza recenzja książki w magazynie “artPapier” (22 (286)/2015). Kinga Kasperek opisuje publikację następująco: “Najbardziej zaskakuje przemyślany układ monografii. Nie jest to bardziej lub mniej przypadkowy zbiór tekstów dotyczących głównego tematu – semiotyki i semantyki komunikacji cyfrowej – ale zaplanowane opracowanie różnych aspektów problemu. Choć semantyka i semiotyka zawężają pole badawcze, czytelnik otrzymuje klarowne i jasne kompendium wiedzy oraz zbiór krytycznych dyskusji wraz z pewną ustrukturyzowaną wizją internetu. Bardzo to odświeżające, ponieważ teksty wchodzą między sobą w dyskusję, autorzy proponują różne rozwiązania problemów, a czytelnik może poszerzyć swoją wiedzę lub zapoznać się z innym punktem widzenia”.

Zachęcam do lektury!

Czyżewski w ELC!

Miło usłyszeć, że mój projekt realizowany wraz z Łukaszem Podgórnim (grafika i programowanie), pt. “Cyfrowe zielone oko. Adaptacja poezji formistycznej Tytusa Czyżewskiego” (Korporacja Ha!art, Kraków 2012) został przyjęty do trzeciej edycji międzynardowej antologii Electronic Literature Collection. Po raz pierwszy w antologii znajdą się polskie projekty literatury elektronicznej. Antologia ma pojawić się już w lutym tego roku. Z niecierpliwością czekam na efekty!