“Literatura cyfrowa. W stronę podejścia procesualnego”

Z przyjemnością mogę powiedzieć, że moja publikacja podoktorska Literatura cyfrowa. W stronę podejścia procesualnego już ukazała się drukiem! Poniżej zamieszczam ustęp ze wstępu oraz fragment recenzji naukowej Prof. Wojciecha Józefa Burszty.

“W 2011 roku, kiedy rozpoczęłam badania, literatura cyfrowa analizowana była z perspektywy historycznej awangardy, teorii narracji i semiotyki. Na gruncie polskim był to czas przed głoszonymi i rozpowszechnionymi zwrotami w humanistyce: praktycznym1, nie-ludzkim (nonhuman turn) i cyfrowym (rozwój humanistyki cyfrowej), które wyznaczyły nową perspektywę badawczą. Obecnie wskazać można przejścia teoretyczne w historii literatury elektronicznej: od cybersemiotyki i cyberstrukturalizmu do studiów zorientowanych na obiekcie (object-oriented studies) i jego operacyjności, od tekstualności do procesualności, czy od interpretacji do doświadczenia. Pojawiające się zwroty i przesunięcia znacząco wpłynęły na praktyczny i teoretyczny rozwój literatury elektronicznej. Literatura cyfrowa jest tematem dyskusyjnym, ewoluującym i interdyscyplinarnym. Stąd staram się oddać w swej pracy jej dynamiczność, wielokierunkowość i wielogłosowość: od problematyki jej definiowania przez eksplorowanie metodologii teoretycznej po obecne wyzwania związane z kondycją współczesnej humanistyki i wzrastającym wpływem nauk ścisłych na humanistykę” (ze Wstępu)

Literatura cyfrowa to swoista hybryda intencjonalnych „społeczności praktyki” (w sensie nadanym temu pojęciu przez Ėtienne’a Wengera) i możliwości nowych mediów. Stąd – jak słusznie zauważa autorka tej książki już na wstępie – „napisana dziś praca teoretyczna, jutro okaże się tylko częścią historii”. Krótka jeszcze historia rozważań nad rolą internetu, technologiami komunikacyjnymi czy choćby prace poświęcone telefonom komórkowym sprzed kilku lat dowodnie pokazują, jak niepewne i tymczasowe bywają diagnozy, które w momencie ich formułowania sprawiają wrażenie „przełomowych”. O wiele zatem bezpieczniejsze, i tę drogę wybrała Urszula Pawlicka, jest podejście „procesualne”, analizujące procesy, teorie, praktyki i dokonania literatury w środowisku cyfrowym od momentu ich pojawienia się do dnia dzisiejszego (który najpewniej od jakiegoś czasu jest już zapisem o walorze ledwie historycznym). (prof. dr hab. Wojciech Józef Burszta)

Serdecznie zapraszam na stronę wydawnictwa Katedry!

Literatura cyfrowa. W stronę podejścia procesualnego, WN Katedra, Gdańsk 2017. http://wnkatedra.pl/pl/p/Literatura-cyfrowa.-W-strone-podejscia-procesualnego-Urszula-Pawlicka/22522528

Humanistyka: Pracownia, Centrum czy Laboratorium?

Właśnie ukazał się długo wyczekiwany numer “Tekstów Drugich” (1/2017) pod hasłem “Nowa Humanistyka”, a w nich mój artykuł pt. Humanistyka: Pracownia, Centrum czy Laboratorium?

Zapowiedź numeru:
Nowy numer o nowej humanistyce, a w nim: Kil, Małczyński i Wolska piszą o „laboratoryzacji” humanistyki, Nycz o głównych nurtach nowej humanistyki na świecie, Czapliński o najważniejszych propozycjach badawczych w humanistyce ostatniej dekady, Skrendo o naukowym statusie badań humanistycznych, Łebkowska o autorefleksyjności współczesnej humanistyki, Koziołek o nowej propozycji humanistyki literaturoznawczej, Domańska o sprawiedliwości epistemicznej w humanistyce zaangażowanej, Rewers o koncepcji ‘kulturynatury’, Pawlicka o transformacji strukturalnej humanistyki, a do Nowej Humanistyki krytycznie odnosi się Bielik-Robson. Ponadto: Sendyka o humanistyce forensycznej wrażliwości, Kobielska o problemie zaangażowania w kulturoznawczych badaniach nad pamięcią, Dauksza o realizmie afektywnym, Kuziak o polityczności polskiej humanistyki, Tabaszewska o literaturoznawstwie służebnym, a Cieński o nowej humanistyce i problemie ciągłości tradycji. W numerze również: Momro o epistemologii anachronizmu, Sugiera o praktykach kontrfaktualnych, Żychliński o przemianach współczesnych fikcji literackich, Żylińska o istnieniu obrazów „po człowieku”, Shallcross o praktykach hybrydowego zespolenia cytatu z jego materialnym nośnikiem, Rejniak-Majewska o roli tytułów w sztuce abstrakcyjnej, Antonik o społecznym życiu literatury, Neuger o problemach z przekładem tego, co lokalne w poezji, Rakowski o nowy polach poznawczych w antropologii oraz Barcz na temat nowej pamięci o powodzi. Ponadto artykuły o humanistyce cyfrowej: Szczęsna pisze o humanistyce wobec rozwoju technologii cyfrowych, a Maryl odpowiada na pytanie, kim są polscy humaniści cyfrowi. Publikujemy także: tłumaczenia – Segal o piśmienności kulturowej oraz Morettiego o specyfice pracy we współczesnym laboratorium literackim, rozmowę z Joanną Rajkowską na temat projektu Samobójczynie oraz recenzje, w tym – Góreckiego o Encyklopedii gender.

Poniżej zamieszczam streszczenie mojego artykułu:

Wzrost popularyzacji laboratoriów humanistycznych zmusza do zastanowienia się nad źródłem, znaczeniem i konsekwencją transformacji strukturalnej humanistyki. Założeniem szkicu jest zanaalizowanie relacji pomiędzy miejscem prowadzenia badań a zmianami funkcjonalnymi i metodologicznymi. Tezą artykułu jest stwierdzenie, że każdorazowa zmiana miejsca w historii humanistyki jest strategią instytucjonalną, podejmowaną w odpowiedzi na aktualne w danym czasie wyzwania. Celem jest zatem prześledzenie sytuacji i czynników, które doprowadziły do ukonstytuowania się laboratoriów humanistycznych. Omówione są następujące zjawiska: korporacjonizm uniwersytetu, kryzys humanistyki, unaukowienie humanistyki oraz rozwój humanistyki cyfrowej. Po przeglądzie warunków zewnętrznych, analizie i porównaniu poddane zostają trzy miejsca humanistyki: pracownia, centrum oraz laboratorium. Twierdzi się, że zmiana miejsca oznacza budowanie nowych struktur i nowych porządków władzy. Stąd tworzenie laboratoriów uważa się za część zwrotu taktycznego w humanistyce. [U. Pawlicka, Humanistyka: Pracownia, Centrum czy Laboratorium? “Teksty Drugie” 1 (2017)]

Zapraszam do lektury!

Recenzja “Przekazu digitalnego”

W pierwszym numerze “Przeglądu Kulturoznawczego” (1/2016) można przeczytać recenzję książki naukowej pt. Przekaz digitalny. Z zagadnień semiotyki, semantyki i komunikacji cyfrowej (red. Ewa Szczęsna, Universitas, Kraków 2015). Agnieszka Przybyszewska w swoim tekście O klikaniu w odświeżoną teksturę, czyli od teorii do analizy digitalnej fikcji (i innych przekazów) po polsku bardzo pozytywnie wyraża się o publikacji, która wprowadza na polski grunt badań cyfrowych nowe rozpoznania dotyczące sfery semiotycznej i komunikacyjnej.

“Jednocześnie prezentowane w publikacji interpretacje, skupione w dużej mierze na innowacji komunikacyjnej, jaką wprowadza możliwość interakcji, po wielokroć nawiązują do kategorii interfejsu i problemów dookolnych. Zaproponowana rewizja poetyki i komunikacji wysuwa na plan pierwszy semantyczną nośność realnej (nierzadko cielesnej) partycypacji użytkownika w tworzeniu ostatecznej wersji przekazu, kwestię niezwykle aktualną w światowych dyskusjach, w Polsce niekoniecznie dobrze dotychczas rozpoznaną, zwłaszcza w literaturoznawczym, a także semiotycznym kontekście”.

Każdy rozdział publikacji poddany jest rzetelnej recenzji na tle światowych badań (głównie amerykańskich) poświęconych literaturze i komunikacji cyfrowej. Przywołane są takie nazwiska jak Alice Bell, Lori Emerson, Johanna Drucker, Jessica Pressman, i wiele innych.

Przybyszewska poddaje również analizie moje artykuły naukowe zawarte w tej publikacji, między innymi Wstęp do cybersemiotyki oraz Literatura cyfrowa a literackość i komunikacja literacka. O drugim tekście wypowiada się następująco:

“W kolejnym szkicu Pawlicka, odświeżając Fishowskie pytanie „czy na tych ćwiczeniach jest tekst?” (sprowadzając je do formuły: „czy na tych ćwiczeniach jest literatura?”), interesująco kreśli panoramę problemów z defi niowaniem i charakteryzowaniem literackości w zdigitalizowanej komunikacji literackiej. Autorka, wychodząc od przypomnienia, jak w ogóle bywała ona opisywana (z uwzględnieniem i nowszych ujęć), prowadzi czytelnika ku teoriom jej rozmywania, wskazując – słusznie chyba – na istotny w rozważaniach o współczesności kontekst kategorii postmedialności. Jednocześnie podkreśla instytucjonalny i intencjonalny charakter cyfrowej literackości”.

Mam nadzieję, że publikacja pod red. Szczęsnej pobudzi badaczy do dalszych analiz literatury cyfrowej (i nie tylko), eksploracji nowych przestrzeni i rewizji dotychczasowych rozpoznań. Tymczasem zapraszam do lektury książki Przekaz digitalny!

“Społeczność literatury elektronicznej”

Pojawił się już nowy numer “Fragile” (2016, nr 1) poświęcony “Wspólnotowości”, a w nim mój artykuł “Społeczność literatury elektronicznej. Rozwój modelu kulturowo-literackiego, ekonomicznego i akademickiego”.

Jak zdefiniować literaturę elektroniczną (e-lit)? Jakie teorie należy zastosować do badań literatury elektronicznej? Jak określić jej miejsce w przestrzeni nauk humanistycznych? Każde z tych pytań otwiera pole do burzliwej dyskusji, w której – co jest szczególnie interesujące – uczestniczą reprezentanci różnych dyscyplin naukowych: od literaturoznawców, przez kulturoznawców, po programistów. Można nie zgadzać się z wieloma teoriami i argumentami, i wieszczyć kolejny koniec literatury elektronicznej. Nie można jednak zaprzeczyć, że literatura elektroniczna to fenomen literacki, kulturowy i akademicki dosłownie na skalą światową. Żadna inna grupa awangardowa, przechodząc do mainstreamu akademickiego, nie zbudowała takiej organizacji, wspólnoty i marki. Potrzeba było stworzyć nie tylko wspólny język reprezentacji działań, lecz także sieć współpracy do dyskusji i realizacji wspólnych celów. Infrastruktura literatury elektronicznej opiera się na zbudowaniu silnej społeczności, która doprowadziła do wytworzenia nowego paradygmatu kulturowo-literackiego, nowego systemu wydawniczego i nowego trybu prowadzenia badań naukowych.

Więcej w najnowszym numerze “Fragile”!

Uniwersytet, jakiego nie znamy (2)

W pierwszej części tekstu omówiłam propozycje przebudowy uniwersytetu, dotyczące między innymi zniesienia podziału na dyscypliny naukowe oraz wprowadzenia programów skoncentrowanych na interdyscyplinarnych problemach badawczych. Drugi kierunek wyznaczający przyszłość uczelni związany jest z rozwojem uniwersytetu nonprofit – demokratycznego, wirtualnego i cyfrowego.

Pierwszą formą realizacji tej idei jest rozwój platform edukacyjnych MOOC (massive open online course), oferujących bezpłatne kursy online. Model ten opiera się na idei edukacji demokratycznej i swobodnego dostępu do wiedzy. Kursy online przyjmują formę krótkich, cotygodniowych wykładów (ok. pięciu lub sześciu), prowadzonych przez wykładowcę lub zespół pracowników. Kurs składa się z krótkiej prezentacji materiału, do którego dołączone są quizy sprawdzające wiedzę oraz “zadania domowe” przeważnie w formie testu, który da się łatwo sparametryzować. Kurs zostaje zaliczony w momencie uzyskania określonej liczby punktów. Po jego zaliczeniu można starać się o otrzymanie certyfikatu, który niestety jest już płatny.

Idea kursów online ostro poruszyła środowisko uczelniane, w którym zaczęto głosić, że MOOC doprowadzi do obniżenia wartości edukacyjnej i zniszczy jakość pracy akademickiej. Tak się jednak nie stanie, gdyż celem MOOC nie jest zastępowanie studiów wyższych, lecz ich uzupełnienie. Zajęcia akademickie przekazują wiedzę ogólną na dany temat, nie wchodząc szczegółowo w omówienie konkretnego zagadnienia. Stąd student ma możliwość uzyskania lub poszerzenia wiedzy z interesującego go obszaru. Sama ukończyłam kurs pt. “Critical Thinking in Global Challenges” prowadzony przez The University of Edinburgh. “Krytyczne myślenie” nieustannie pojawia się w czasie studiów raczej jako ogólnikowe, atrakcyjne hasło humanistyki, a nie jako przedmiot, któremu poświęca się czas, co moim zdaniem jest błędem. Zajęcia z “krytycznego myślenia” powinny pojawić się nie tylko na wydziałach humanistyki – pozyskanie umiejętności krytycznej analizy powinno być założeniem każdej dziedziny naukowej.

MOOC to krok w stronę demokratyzacji wiedzy, choć już niestety i w tym obszarze wkrada się biznes. Ostatnio EdX proponuje specjalistyczne, odpłatne kursy. Oby początkowa idea przyświęcająca MOOC nie została jednak bezpowrotnie utracona.

Jak wspominałam, kursy online, takie jak Edx, Coursera, Udacity, Khan Academy, są pewnym dodatkiem do wyższej edukacji, a nie jej zastąpieniem. Co jeśli jednak postanowimy “urzeczywistnić” ideę wirtualnych kursów poprzez wprowadzenie ich w akademickie mury? Nowy projekt MIT ma na to odpowiedzć: budowa nowego modelu uniwersytetu – bez ścian, wydziałów i zajęć.

Christine Ortiz porzuca kierownictwo MIT na rzecz stworzenia nowego, radykalnego i innowacyjnego uniwersytetu nonprofit, kierującego się następującymi zasadami.

1.Długoterminowe projekty badawcze

Podstawowym celem jest nauczanie oparte na realizowaniu konkretnych projektów, których efekty udostępniane są online. Ponownie pojawia się idea “wytwarzania rzeczy” (making things) czy “produkcji wiedzy”. Podkreśla się znaczenie swobodnego dostępu do danych oraz praktyczności prowadzonych badań.

2. Brak zajęć

Dotychczas “zajęcia” czy “wykład” definiowane były jako 50min/1,5h jednostki lekcyjne, podczas których profesor “wykłada” temat. W przeciwieństwie do tradycyjnych zajęć, kursy online cechują się “aktywnym nauczaniem”, podczas których po każdej 10-minutowej sesji lekcyjnej użytkownicy przechodzą do forum, by przekazać feedback. Ponadto tradycyjne konsultacje odbywające się raz w tygodniu zostają zamienione na stały kontakt e-mailowy (uwaga: na amerykańskich uczelniach panuje zasada, że na e-maile odpowiada się w ciągu 24h).

3. Bez klas

Małe sale ćwiczeniowe mają być “zburzone”, by utworzyć ogromne przestrzenie badawcze. Ortiz podkreśla, że celem jest utworzenie otwartej przestrzeni gromadzącej laboratoria. Projekt ten odrzuca dotychczasowe funkcjonowanie małych i indywidualnych laboratoriów – zamierzeniem jest, by zbudować jedno olbrzymie centrum laboratoryjne integrujące różne zespoły badawcze.

4. Bez wydziałów

Ostatnia zasada z kolei opiera się na zniesieniu dotychczasowego podziału na jednostki wydziałowe.

Idea nowego modelu uczelni wydaje się oczywista: budowa edukacji opartej na prowadzeniu badań transdyscyplinarnych – poza zajęciami, klasami czy wydziałami. Liczy się projekt (online), działanie, aktywność i kolektywność.

Czy jest to jeszcze uniwersytet? Ortiz odpowiada, że na razie nie jest to pewne. Wiadomo jednak, że to koniec uniwersytetu, jaki znamy, ale też początek uniwersytetu, jakiego jeszcze nie znamy.

Khan Academy

“Chronicle” rozpoczęło serię podcastów na temat przyszłości wyższej edukacji. Pierwszy odcinek poświęcony jest Khan Academy – edukacyjnej platformy online założonej przez Sal Khan. Dziesięć lat temu Khan nagrał swoje pierwsze video, zainspirowane nauczaniem matematyki swojego kuzyna. Historia Khan Academy zaczyna się zatem od niepozornego hobby i pasji nauczania, które doprowodzają do rozwoju non-profit organizacji, gdzie zarejstrowanych już jest ponad 20 milionów studentów.

Khan Academy określa swoją misję następująco: “Dostarczyć darmową, światowej klasy edukację dla każdego, gdziekolwiek”. Jedną z cechą akademii jest “nauczanie spersonalizowane”, gdzie tempo nauczania zależy od twoich własnych postępów. Khan Academy oferuje przeróżne kursy: od matematyki, języków programowania, po historię sztuki.

Khan Academy określa się jako global classroom, gdzie spotykają sie uczniowie/studenci z całego świata. Platforma dostarcza materiały przetłumaczone na ponad 36 języków. Najważniejszym hasłem akademii jest “For free. For everyone. Forever”. Celem platformy jest wzmocnienie znaczenia darmowego i równego dostępu do wiedzy oraz budowania społeczności (community), której wartość jest o wiele cenniejsza niż zysk.

By otrzymywać kolejne podcasty, subskrybuj serię na iTunes.

Więcej o kursach online i przyszłości uniwersytecie pisałam w tekście “Uniwersytet, jakiego nie znamy (1)

Uniwersytet, jakiego nie znamy (1)

Kryzys humanistyki to tylko część większego “kryzysu” obejmującego uniwersytet. Podejście korporacyjne i pragmatyczne niszczy uniwersytet, jako miejsce bezwarunkowej krytyki myślenia (Derrida) wolnej od parametryzacji, wartości rynkowych czy cenzury. Mówiąc słowami Terry’ego Eagletona: to koniec uniwersytetu.

To koniec uniwersytetu, jaki znamy, dodajemy za Markiem C. Taylorem. To sprecyzowanie staje się istotne w dalszych rozważaniach nad przyszłością instytucji, nad kierunkiem jej przeformułowania i wyznaczenia jej nowego miejsca. Kryzys uniwersytetu nie oznacza końca jego funkcjonowania, tak jak kryzys humanistyki nie musi wiązać się z zamknięciem jej wydziałów. Czas potraktować uniwersytet i humanistykę w inny niż dotychczas sposób. Oderwać się od klasycznego obrazu uczelni jako budynku z czterema ścianami, małymi salami wykładowymi i wieloma odrębnymi pokojami dla pracowników naukowych. Zapomnieć na chwilę o cyklicznych egzaminach, pisemnych i ustnych, obejmujących wąski obszar wiedzy, który “zakuwa” się, by tylko zaliczyć przedmiot. Odsunąć na bok wyobrażenie humanisty, który zamknięty w swym gabinecie pracuje w pojedynkę. Oderwanie się od tradycyjnej wizji uczelni i humanistyki pozwoli bowiem spojrzeć na te instytucje z szerszej perspektywy.

W dyskursie nad przyszłością uniwersytetu pojawiają się dwa kierunki propozycji jego zmiany. Jeden związany jest z przebudową istniejącej formy, drugi zaś wiąże się z wprowadzeniem alternatywnego modelu edukacji, opartego na internetowych kursach akademickich.

W dyskusjach nad przeformułowaniem dotychczasowej wizji uniwersytetu wskazuje się przede wszystkim następujące kryteria zmian, takie jak restrukturyzacja wyższej edukacji, która wiąże się z reorganizacją lub z całkowitym zniesieniem dotychczasowych podziałów na dziedziny wiedzy. Celem jest by skupić się na konkretnych zagadnieniach, które powinny być analizowane w różnych kontekstach  badawczych – dotychczasowe ograniczenie polega więc na tym, że na przykład na filologii polskiej kwestię związaną z bioetyką rozpatruje się z perspektywy literaturoznawczej, a nie w szerszym kontekście etyki, biotechnologii, filozofii czy religii.

Stąd Taylor proponuje program skoncentrowany na problemie (problem-focused programs). O ile idea ta brzmi atrakcyjnie, to już jej uszczegółowienie może wprawić w konsternację. Czy wyobrażasz sobie studiowanie “Ciała”, “Wody”, “Pieniądza” czy “Czasu i Przestrzeni”? Taylor tłumaczy swój pomysł jednak w dość przekonujący sposób, powołując się na przykład programu skoncentrowanego na wodzie. Zagadnienie związane z wydobywaniem i dostarczaniem zasobów wody stanie się z czasem jednym z najważniejszych wyzwań cywilizacji, stąd powinno stać się przedmiotem badawczym naukowców z kręgu nauk nie tylko przyrodniczych, lecz także humanistycznych, socjologicznych, prawniczych, medycznych, ekonomicznych itd. Zakłada się, że zdobyta wiedza interdycyplinarna i kolektywne działanie badaczy pozwoli w przyszłości na efektywne rozwiązanie problemu.

Kolejna zmiana dotyczy modyfikacji dotychczasowego modelu pracy dyplomowej, która w humanistyce, na przykład, przyjmuje tradycyjną formę pisemnej publikacji, gdzie “przypisy zajmują więcej miejsca niż tekst“. Propozycją jest zatem zwiększenie stopnia wykorzystywania narzędzi cyfrowych: od systemu hipertekstowego po programy designerskie. Celem jest by projekty zaliczeniowe były nie “pisane”, lecz “produkowane”, mówiąc językiem ekonomii.

Następna zmiana z kolei wiąże się z zerwaniem dotychczasowego modelu pracy dożywotniej na uczelni (tenure-track job). Umowa powinna być podpisywana na pewien okres, dzięki czemu zwiększy się efektywność pracy wykładowcy, który będzie w danym czasie starał się wykazać aktywnością naukową. Ponadto zapewni się większą mobilność pracowników oraz otworzy się stanowiska dla młodych naukowców.

Modyfikacje uniwersytetu – ujętego w dotychczasowej definicji jako instytucji zlokalizowanej w określonym miejscu (on-ground) – dotyczą zatem przede wszystkim podwyższenia poziomu specjalizacji, interdyscyplinarności i współpracy, co ma w efekcie doprowadzić do wzmocnienia innowacyjności i produktywności nauki. I od tych ekonomicznych kryteriów już raczej nie ma ucieczki.

Alternatywą na wymagania rynkowe może okazać się uniwersytet nonprofit – uniwersytet, jakiego jeszcze nie znamy.

Ciąg dalszy w drugiej części artykułu.

#alt-ac

“Post-2008 academic job market crash”, tak skomentował kryzys humanistyki na twitterze w 2009 roku Jason Rhody z the National Endowment for the Humanities (NEH) Office of Digital Humanities, dodając przy tym określenie “alt-ac”, czyli “alternative academy” jako propozycję rozwoju alternatywnych miejsc pracy dla szerzy młodych doktorów, którzy po ukończeniu studiów opuszczają mury uniwersytetu bez szansy na zatrudnienie. Termin alt-ac został szybko przechwycony i spopularyzowany przez Bethany Nowviskie, Director of Digital Research & Scholarship na University of Virginia. Co oznacza zatem koncepcja alt-ac i czy warto ją wprowadzić na polski grunt?

Idea alternatywnej pracy akademickiej powstała z myślą o odrzuceniu podziału na “pracę akademicką”, obejmującą zatrudnienie wyłącznie na pełen etat w funkcji wykładowcy czy asystenta, i “pracę nieakademicką”, rozumianą jako odejście od przestrzeni akademickiej i utratę szansy na dalszy rozwój kariery naukowej. Alt-ac nie jest “planem B” tych, którym nie udało się otrzymać posady uczelnianej, ale alternatywnym “planem A” – drogą, którą można obrać po ukończeniu studiów doktoranckich. Celem idei alt-ac jest podkreślenie, że ukończenie studiów doktoranckich nie oznacza poszukiwanie pracy wyłącznie na stanowisku wykładowcy, lecz także w innych miejscach, pozwalających na pozostanie w polu akademickim i na kontynuowanie dalszego rozwoju naukowego.

Alt-ac proponuje zatem pracę w nastąpujących obszarach, takich jak: laboratorium naukowe, biblioteka, muzeum, wydawnictwo akademickie, pismo naukowe czy organizacje humanistyczne. Idea ta wiąże się zatem z rozwojem humanistyki publicznej, która ma wzmocnić więzi z uniwersytetem. Humanistyka publiczna i akademicka nie oznaczają już dwóch oddzielnych koncepcji – są to dwa obszary współpracujące ze sobą i wspólnie budujące przyszłość humanistyki.

Nowviskie twierdzi, że do rozwoju alternatywnej pracy akademickiej przyczynić się może humanistyka cyfrowa, która wiąże się z realizacją dużych grantów badawczych, w ramach których zatrudniane są osoby niezwiązane z pracą akademicką, jak np. programiści, archiwiści czy edytorzy.

Praca w ramach alt-ac daje możliwość wykorzystania dotychczasowych doświadczeń naukowych i zdobytej wiedzy. Pomaga młodym i zdolnym ludziom odnaleźć pracę, w której mogą realizować dalej swoje pasje i umiejętności bez poczucia, że skoro nie otrzymali stanowiska na uczelni to oznacza, że ich praca nie jest wartościowa, a ostatnie pięć lat były tylko stratą czasu i nic innym, jak jednym zdaniem w CV. Oby przyrost centrów i laboratoriów humanistycznych w Polsce przyczynił się także do rozwoju idei alt-ac.

Więcej o alt-ac możesz przeczytać na stronie projektu Media Commons, koordynowanego przez Katinę Rogers z Futures Initiative, Graduate Center na City University of New York, a także na stronie Bethany Nowviskie. Odsyłam także do ciekawego artykułu “The #alt-ac Track: Negotiating Your ‘Alternative Academic’ Appointment” Prof. Hackera, poświęconego budowaniu alternatywnej drogi akademickiej.

Studia w USA? (3)

W ostatniej części cyklu, poświęconego studiom na amerykańskiej uczelni, opisuję relację między profesorem a student/ką/em.

  1. Profesorowie są niemalże zawsze dostępni w swoich pokojach (w większości każdy profesor ma własne biuro), które służą nie tylko do konsultacji, ale przede wszystkim do pracy. Nie ma zatem problemu, by “złapać” profesora, co na polskiej uczelni niejednokrotnie jest wyzwaniem. Jednak, gdy chcesz się udać w godzinach poza konsultacyjnych, najlepiej skontaktować się wcześniej e-mailowo i ustalić godzinę spotkania. Amerykanie bardzo cenią czas i punktualność!
  2. W trakcie konsultacji/spotkania, kiedy student jest w środku pokoju, drzwi są zawsze otwarte. Zgodnie z regulaminem uczelni, profesor i student/ka nie mogą siedzieć w pokoju przy zamkniętych drzwiach. Spotkałam się także z sytuacją, kiedy profesorowie z jednego wydziału mieli jeden, duży, oszklony pokój konsultacyjny.
  3. Nie otworzysz od zewnątrz drzwi do pokoju profesora, gdyż mechanizm amerykańskich drzwi biurowych polega na tym, że możesz otworzyć je tylko od wewnątrz.
  4. Na konsultacje się chodzi (!), a chodzi się niemalże z każdym zapytaniem i problemem. Jeśli student ma do zaliczenia projekt, to w ciagu calego semestru udaje się na konsultacje, by przedyskutować jego plan i poinformować o etapach pracy.
  5. Profesorowie odpisują na e-maile w ciągu 24h. W związku z tym, student także ma obowiązek/poczucie odpisania w tym terminie.
  6. Opis zainteresowań i obszarów badawczych doktorantów niejednokrotnie przekracza objętość opisu profesorów… O ich “specjalizacjach” wspominać już nie będę, ale patrz pkt 7.
  7. Rywalizacja, rywalizacja, i jeszcze raz rywalizacja.

Dlaczego chce się studiować w USA? Właściwie ciężko znaleźć na to jednoznaczną odpowiedź. Konkurencja jest na tyle wysoka, że chciałoby się wrócić do polskiego uniwersyteckiego zacisza. Z drugiej jednak strony, konkurencja przyciąga, bo dzięki niej masz poczucie, że rzeczywiście uczestniczysz w (żywym) dyskursie nauki, bierzesz udział w czymś, co może mieć zakres globalny i poza akademicki, i że w końcu działasz w czymś, co rzeczywiście ma znaczenie.

Przeczytaj:

Część 1.

Część 2.