Studia w USA? (3)

W ostatniej części cyklu, poświęconego studiom na amerykańskiej uczelni, opisuję relację między profesorem a student/ką/em.

  1. Profesorowie są niemalże zawsze dostępni w swoich pokojach (w większości każdy profesor ma własne biuro), które służą nie tylko do konsultacji, ale przede wszystkim do pracy. Nie ma zatem problemu, by “złapać” profesora, co na polskiej uczelni niejednokrotnie jest wyzwaniem. Jednak, gdy chcesz się udać w godzinach poza konsultacyjnych, najlepiej skontaktować się wcześniej e-mailowo i ustalić godzinę spotkania. Amerykanie bardzo cenią czas i punktualność!
  2. W trakcie konsultacji/spotkania, kiedy student jest w środku pokoju, drzwi są zawsze otwarte. Zgodnie z regulaminem uczelni, profesor i student/ka nie mogą siedzieć w pokoju przy zamkniętych drzwiach. Spotkałam się także z sytuacją, kiedy profesorowie z jednego wydziału mieli jeden, duży, oszklony pokój konsultacyjny.
  3. Nie otworzysz od zewnątrz drzwi do pokoju profesora, gdyż mechanizm amerykańskich drzwi biurowych polega na tym, że możesz otworzyć je tylko od wewnątrz.
  4. Na konsultacje się chodzi (!), a chodzi się niemalże z każdym zapytaniem i problemem. Jeśli student ma do zaliczenia projekt, to w ciagu calego semestru udaje się na konsultacje, by przedyskutować jego plan i poinformować o etapach pracy.
  5. Profesorowie odpisują na e-maile w ciągu 24h. W związku z tym, student także ma obowiązek/poczucie odpisania w tym terminie.
  6. Opis zainteresowań i obszarów badawczych doktorantów niejednokrotnie przekracza objętość opisu profesorów… O ich “specjalizacjach” wspominać już nie będę, ale patrz pkt 7.
  7. Rywalizacja, rywalizacja, i jeszcze raz rywalizacja.

Dlaczego chce się studiować w USA? Właściwie ciężko znaleźć na to jednoznaczną odpowiedź. Konkurencja jest na tyle wysoka, że chciałoby się wrócić do polskiego uniwersyteckiego zacisza. Z drugiej jednak strony, konkurencja przyciąga, bo dzięki niej masz poczucie, że rzeczywiście uczestniczysz w (żywym) dyskursie nauki, bierzesz udział w czymś, co może mieć zakres globalny i poza akademicki, i że w końcu działasz w czymś, co rzeczywiście ma znaczenie.

Przeczytaj:

Część 1.

Część 2.

Człowiek piszący jak komputer

Maszyna myśląca jak człowiek, komputer potrafiący rozmawiać z człowiekiem, czy wearable technology, rozszerzające zmysły człowieka – te wszystkie “przełomy” w obszarze human-computer interaction (HCI), mają na celu rozwój technologii na wzór funkcjonowania człowieka (kwestie kognitywistyczne, percepcyjne czy sensualne). Warto wspomnieć, że podczas gdy pierwsza fala rozwoju HCI wiązała się z zasadą wzmocnienia człowieka, nadrzędnego wobec technologii, druga dąży do spojrzenia na człowieka i maszynę, jako na dwa równorzędne byty. Stąd nacisk badań położony został na kwestie etyczne rozwoju zarówno człowieka, jak i technologii oraz na zdefiniowanie na nowo pojęcia “człowiek” (human), którego ostra dotychczas granica, wyróżniająca go od innych bytów określonych jako “nieludzkie” (nonhuman), bezpowrotnie zanika. Nie dziwi zatem postawione pytanie o to, czy komputer potrafi pisać jak człowiek. Co jeśli pójdziemy dalej i zapytamy: czy człowiek potrafi pisać jak komputer?

W swoim fascynującym wystąpieniu pt. Can a computer write poetry?, wygłoszonym w maju 2015 roku w ramach TedxYouth w Sydney, Oscar Schwartz stawia przed widzem trzy wyzwania, których celem jest odpowiedzenie na pytanie o to, czy komputer potrafi tworzyć poezję. Schwartz prezentuje każdorazowo dwa teksty, jeden napisany przez człowieka, drugi zaś wygenerowany przez komputer, i prowokacyjnie pyta: który z tych utworów został napisany przez człowieka? W pierwszej bitwie poeta Wiliam Blake staje na ringu z algorytmem pobierającym treści z Facebooka. W drugim teście Frank O’Hara zestawiony zostaje z algorytmem Racter, stworzonym w 1970 roku.

Do tego momentu większa część publiczności nie ma problemu, by wskazać tekst wykreowany przez człowieka. Ostatni jednak eksperyment całkowicie zmienia bieg zdarzeń. Czy jesteś w stanie powiedzieć, autorem którego z utworów jest człowiek?

Utwór 1:

Reg flags the reason for pretty flags. And ribbons.

Ribbons of flags

And wearing material

Reasons for wearing material.

Give pleasure.

Can you give me the regions.

The regions and the land.

The regions and wheels.

And wheels are perfect.

Enthusiasm.

Utwór 2:

A wounded deer leaps highest,

I’ve heard the daffodil

I’ve heard the flag to-day

I’ve heard the hunter tell;

‘Tis but the ecstasy of death,

And then the brake is almost done,

And sunrise grows so near

sunrise grows so near

That we can touch the despair and

frenzied hope of all the ages.

Jeśli chciał(a)byś wykonać więcej podobnych testów, Schwartz odsyła do swojej strony internetowej “bot or not“, założonej wraz z Benjaminem Lairdem w 2013 roku. Każda gra polega na tym, że użytkownik otrzymuje dwa teksty, po lekturze których musi odpowiedzieć na podstawowe pytanie “Was this poem written by a human or a computer?”, klikając na “bot” (komputer), albo na “not” (człowiek).

Wracając do powyższego eksperymentu. Okazuje się, że autorem pierwszego utworu jest Gertrude’a Stein, drugi tekst natomiast został wygenerowany przez algorytm RKCP, stworzony przez Ray’a Kurzweila. Mimo że, algorytm ten nie rozpoznaje znaczenia poszczególnych słów, zaczerpniętych z bazy poezji Stein, był jednak w stanie wygenerować utwór oddający dokładnie styl poetki. Jak dodaje Schwartz: “[algorytm] był w stanie wykreować utwór brzmiący bardziej ludzko niż utwór samej Gertrudy Stein”.

Czy komputer potrafi pisać poezję? By odpowiedzieć na to pytanie, Schwartz odwołuje się do testu Turinga, który zakładał, że jeśli komputer jest w stanie oszukać 30% odbiorców, utrzymujących, że tekst został napisany przez człowieka, to oznacza, że komputer zdał egzamin na inteligencję. Wykorzystując bazę danych rezultatów gry “bot or not”, Schwartz stwierdza, że komputer oszukał 65% użytkowników. Czy komputer potrafi zatem pisać poezję? Odpowiedź wydaje się twierdząca.

Schwartz prowokacyjnie podążą dalej. Jeśli komputer pisze jak komputer oraz komputer potrafi pisać jak człowiek, czy zatem możemy wnioskować, odwołując się do przypadku Gertrudy Stein, że człowiek potrafi pisać jak komputer?

Kreatywne pisanie (creative writing) już jest przekształcane w cyfrowe kreatywne pisanie (digital creative writing). Programy komputerowe “uczą” odbiorców myślenia cyfrowego (think in digital) i wykorzystywania możliwości technologicznych w celach literackich. Czy to nie jest dowód na to, że człowiek uczy się “pisać” jak komputer?

CS+X

Humanities and computer science are not two separate worlds anymore, what is visible in dynamic and developing field of digital humanities (DH). Although digital humanities is not an academic discipline, there is no study devoted merely to DH, some universities have introduced additional courses or PhD studies in the scope of digital humanities. Digital humanities is the area of research conducting at the intersection of the humanities and computer science, and its aim is to elaborate digital tools to collect, organize, present and analyze texts for research in the humanities. DH is located in centers or laboratories that gather researchers from different academic fields. Therefore, it is interdisciplinary and collaborative field, two keywords of digital humanities.

Digital humanities does not solve all challenges that may be taken up by high-school students who have to choose between studying the humanities and computer science. Then, the question rises: how can we combine the humanistic spirit with a passion for programming? I believe this dilemma will be more and more common among next generations; surely in the US where president Obama released, couple weeks ago, a new initiative, called “Computer Science for All”, the goal of which is to “increase access to K-12 computer science education”.

Nowadays, if humanists want to delve into the secrets of programming, they can participate in seminars and workshops such as Digital Humanities Summer Institute, or study computer science on your own. It seems that a good solution would be to introduce practical courses (not only theory) within the humanities, focusing on practical using digital tools in research. Nevertheless, such strategy does not tackle all problems, since in this case, the humanities is the major field of study and computer science is only a supplement. So, how can we merge the humanities and computer science to put stress on them equally?

Stanford University has initiated a new program, informally known as “CS+X”, Computer Science+X, where “x” means one of 14 disciplines in the humanities, including history, art, and classics. As a result, you can choose, for example, “CS+Music”, studying either music cognition or acoustic technologies. It seems that the advantage of this program is strict focus on one field and an acquirement interdisciplinary knowledge. According to Jim Kurose, assistant director for computer and information science and engineering at the National Science Foundation, “CS+X degrees may not be meant for students who want to do deeply technical work as programmers, but rather for those who want to use data collection to analyze topics such as politics, society, and the environment”.

By looking at current, what has been called in recent years, a crisis in philology and literary studies, program “Computer Science + Philology” would reanimate philology, and in particularly, prove that this discipline, contrary to appearances, has been one of the most significant field. Digital collections, editing and digital reproduction of books, to name just a few, are essential research in the age of digitization of culture. You cannot (or should not) work on digital editions without philological knowledge. It is worth recalling Jerome McGann’s thought that a “philological system is fundamentally a system of social software” (“A New Republic of Letters: Memory and Scholarship in the Age of Digital Reproduction”, 2014). This idea calls to mind also David M. Berry (“Understanding Digital Humanities”, 2012) who, in turn, claims that understanding culture is in some sense understanding digital technology.

CS+X

Humanistyka i informatyka to już nie są dwa oddzielnie światy, czego dowodem jest dynamicznie rozwijająca się humanistyka cyfrowa (digital humanities – DH). DH nie jest jednak dyscypliną naukową, nie ma bowiem studiów poświęconych wyłącznie humanistyce cyfrowej, choć już niektóre uniwersytety wprowadziły studia doktoranckie z zakresu “Text and Technology”, albo proponują studia podyplomowe czy kursy w obszarze DH. Humanistyka cyfrowa jest obszarem badań, prowadzonych na przecięciu humanistyki i informatyki, których celem jest wypracowanie cyfrowych narzędzi metodologicznych do zbioru, organizacji, prezentacji i analizy tekstu. DH zlokalizowana jest w centrach czy laboratoriach, skupiających badaczy z różnych dyscyplin naukowych. Jest zatem “interdyscyplinarna” i “kolektywna” – dwa kluczowe pojęcia humanistyki cyfrowej.

Humanistyka cyfrowa nie rozwiązuje jednak problemów, z którymi mogą się zmagać uczniowie szkół średnich, wybierając kierunek studiów z obszaru nauk humanistycznych lub informatycznych. Jak bowiem połączyć humanistyczną duszę z pasją do programowania? Wierzę, że takie rozterki będę pojawiać się coraz częściej w kolejnych pokoleniach, a już na pewno na gruncie amerykańskim, gdzie kilka tygodni temu prezydent Obama ogłosił nowy program “Computer Science for All“, którego celem jest wprowadzenie edukacji informatycznej już od szkół podstawowych.

Obecnie humanistom, pragnącym zgłębić tajniki programowania, pozostaje uczestnictwo w kursach, warsztatach, bądź indywidualne studiowanie “komputerów”. Rozwiązaniem może być wprowadzenie na studiach przedmiotu “humanistyki cyfrowej”, nastawionego na praktyczne nauczanie zastosowań narzędzi cyfrowych w badaniach humanistów. Strategia ta nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów, gdyż w tym przypadku studia humanistyczne są kierunkiem podstawowym, a informatyka pewnym dodatkiem. Jak zatem połączyć humanistykę i computer science w taki sposób, by nacisk na nie był równomierny?

Stanford University zaproponował nowy kierunek studiów, nieformalnie nazwany CS+X: “Computer Science + X”, w tym “x” oznacza jedną z 14 dyscyplin humanistycznych. W efekcie można studiować, np. “CS+Music”, ucząc się zarówno kognitywistycznych aspektów muzyki, jak i wykorzystania technologii w akustyce. Zaletą takich studiów jest ścisłe skoncentrowanie się na jednym obszarze badań i uzyskanie wiedzy interdyscyplinarnej. Jak stwierdza Jim Kurose z the National Science Foundation, CS+X nie ma na celu “wypuszczenie” na rynek programistów, ale studentów, którzy potrafią wykorzystywać narzędzia cyfrowe i zbiory danych do analiz socjologicznych czy politycznych.

Czy takie studia sprawdziłby się w Polsce? Kierunek “Filologia + Informatyka” mógłby nie tylko “zreanimować” filologię, ale i udowodnić, że dyscyplina ta, wbrew pozorom, nigdy nie była tak istotna jak teraz. Cyfrowe kolekcje, edytorstwo czy reprodukcja cyfrowa książek są bardzo ważnymi obszarami badań w dobie digitalizacji. Nie można bezkrytycznie przygotowywać edycji cyfrowych bez posiadania wiedzy filologicznej. Zgadzam się ze słowami Jeromego McGanna, który w swej fascynującej książce A New Republic of Letters: Memory and Scholarship in the Age of Digital Reproduction (2014) stwierdza, że “system filologiczny jest zasadniczo systemem społecznego oprogramowania”. I tu przychodzą też na myśl słowa Davida M. Berry’ego, z Understanding Digital Humanities (2012), o współczesnej kulturze, którą można zrozumieć tylko poprzez zrozumienie cyfrowych technologii.

“Real dialogue isn’t about talking to people who believe the same things as you”

Must-read interview with the Polish-born Zygmunt Bauman, one of the most significant sociologist in the world. Well-known author of the following books such as “Liquid Modernity”, “Liquid Times: Living in an Age of Uncertainty”, “Culture in a Liquid Modern World”, and “The Individualized Society”.

The interview “Zygmunt Bauman: ‘Social media are a trap’ is available here. Below I quote two noteworthy passages devoted to the relationships between security & freedom and a community & a network.

These are two values that are tremendously difficult to reconcile. If you want more security, you’re going to have to give up a certain amount of freedom; if you want more freedom, you’re going to have to give up security. This dilemma is going to continue forever. Forty years ago we believed that freedom had triumphed and we began an orgy of consumerism. Everything seemed possible by borrowing money: cars, homes… and you just paid for it later. The wakeup call in 2008 was a bitter one, when the loans dried up. The catastrophe, the social collapse that followed hit the middle classes particularly hard, dragging them into a precarious situation where they remain: they don’t know if their company is going to merge with another and they will be laid off, they don’t know if what they have bought really belongs to them… Conflict is no longer between classes, but between each person and society. It isn’t just a lack of security, but a lack of freedom.

The difference between a community and a network is that you belong to a community, but a network belongs to you. You feel in control. You can add friends if you wish, you can delete them if you wish. You are in control of the important people to whom you relate. People feel a little better as a result, because loneliness, abandonment, is the great fear in our individualist age. But it’s so easy to add or remove friends on the internet that people fail to learn the real social skills, which you need when you go to the street, when you go to your workplace, where you find lots of people who you need to enter into sensible interaction with. 

Uniwersytet bezwarunkowy

Uniwersytet bezwarunkowy Jacquesa Derridy (Wydawnictwo Libron, Kraków 2015) to obowiązkowa lektura nie tylko dla humanistów, ale wszystkich zainteresowanych zarówno funkcją i przyszłością uniwersytetu, jak i znaczeniem humanistyki dla rozwoju demokratycznego społeczeństwa. Poniżej zamieszczam warte uwagi fragmenty z książki Derridy, a zaciekawionych tematem uniwersytetu i humanistyki odsyłam do książek, takich jak: What are Universities For? Stefana Colliniego (Penguin, 2012), The Humanities and Public Life pod red. Petera Brooksa i Hilary Jewett (Fordham University Press, 2014) oraz Not for Profit: Why Democracy Needs the Humanities Marthy C. Nussbaum (Princeton University Press, 2012).

  • Postaram się również doprecyzować, co rozumiem pod pojęciem “nowych” Nauk Humanistycznych. Niezależnie bowiem od tego, czy byłyby to dyskusje krytyczne, czy dekonstrukcyjne, miejscem bezwarunkowej i wolnej od wszelkich założeń dyskusji o tym wszystkim, co dotyczy kwestii prawdy i historii prawdy w jej odniesieniu do kwestii człowieka, tego, co własne człowieka, praw człowieka, zbrodni przeciwko ludzkości etc., właściwą przestrzenią tej pracy i niniejszej refleksji winien być uniwersytet, a w nim, w najwyższym stopniu, Nauki Humanistyczne. Nie po to jednak, by się w owej dyskusji zamknąć, lecz przeciwnie, by uzyskać lepszy dostęp do nowej przestrzeni publicznej, przekształconej przez nowe techniki komunikacji, informacji, archiwizacji, i wytwarzania wiedzy (…).
  • Używając sformułowania “bardziej niż krytyczny”, rozumiem przez to “dekonstrukcyjny” (…). Mam tutaj na myślu prawo do dekonstrukcji jako bezwarunkowe prawo do stawiania pytań krytycznych, nie tylko o historię pojęcia człowieka, ale również o samą historię pojęcia krytyki, o formę i autorytet pytania, pytającą formę myśleni. Wynika z tego prawo, by robić to afirmatywnie i performatywnie, to znaczy wytwarzając zdarzenia, na przykład przez pisanie czy tworzenie (…) jednostkowych dzieł. Chodziłoby więc o to, aby dzięki wydarzeniu myślenia stwarzanym przez takie dzieła czynić możliwym – unikając przy tym konieczności zdradzania tego – przeprowadzenie zmiany pojęcia prawdy i człowieczeństwa, które konstytuują zarówno akt, jak i wyzwanie wiary każdego uniwersytetu. 
  • Zasada bezwarunkowego oporu jest zatem podstawowym prawem, które uniwersytet powinien rozważać, tworzyć i zarazem ustanawiać, czy to na wydziałach oprawa, czy to w nowych Naukach Humanistycznych.
  • Tego przyszłego, dekonstrukcyjnego zadania Nauk Humanistycznych nie można zamknąć w tradycyjnych granicach wydziałów, które należą dziś, z racji samego ich statusu, do Nauk Humanistycznych. Przyszłe Nauki Humanistyczne wykroczą poza granice dyscyplin, nie naruszając przy tym specyfiki żadnej z nich; wszystko dokona się w obrębie tego, co często w niejasny sposób nazywa się interdyscyplinarnością, czy też co mieści się w innym jeszcze, dającym się zastosować do wielu dziedzin pojęciu “cultural studies”.
  • W takim sam sposób nowe Nauki Humanistyczne miałyby się zajmować, w chwili tego niebezpiecznego, refleksyjnego – krytycznego i dekonstruktywnego zarazem – zwrotu, historią owego “jak gdyby”, przede wszystkim zaś historią tego jakże cennego rozróżnienia na akty performatywne i konstatywne.
  • Poświęćcie temu czas, ale pośpieszcie się z uczynieniem tego, bo nie wiecie, co was czeka.

 

Czas na laboratorium

Graficzny komentarz do wyników konkursu Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki z części “Rozwój” (2016). 3 projekty na 53 zawierają w tytule określenie “laboratorium”. Wydawać by się mogło, że to nic nie znaczy, w końcu to “tylko” trzy. Jednak co robi termin “laboratorium” w humanistyce? Nadaje projektowi charakter innowacyjny, eksperymentalny i praktyczny? Czy to nowe podejście humanistyczne, nowe narzędzie badawcze czy nic innego jak strategia polityczna? Powstanie laboratoriów humanistycznych, określanych częściej jako “laby”, wiąże się z rozwojem humanistyki cyfrowej, która z kolei – jak zauważa Richard Grusin w swoim ciekawym artykule “The Dark Side of Digital Humanities: Dispatches from Two Recent mla Conventions” – przypadkowo (?) pojawiła się wraz z nasileniem kryzysu ekonomicznego w humanistyce…

O idei laboratorium w humanistyce pisałam w artykule “To nie jest muzeum, to jest laboratorium” (“Czas Kultury” 2/2015), a obecnie pracuję nad tekstem poświęconym różnicom między następującymi pojęciami, stosowanymi w odniesieniu do miejsca prowadzonych badań humanistycznych: “pracownią/zakładem”, “centrum” i “laboratorium”. Moim celem jest odpowiedzenie między innymi na pytanie o to, jak dane pojęcia implikują zmiany strukturalne, metodologiczne pracy i ekonomiczne.

Podsumowując: laboratorium wkracza do Polski.

Studia w USA? (2)

Druga część z cyklu, poświęconym charakterystyce studiów w USA, przybliża funkcjonowanie uniwersytetu i kampusu.

  1. Większość kampusów uniwersyteckich zlokalizowana jest poza miastem, gdzie najłatwiej dostać się samochodem. Autobusy kursują raz na godzinę, dodatkowo nie zawsze w weekend (przeważnie w niedzielę nie kursują).
  2. Stąd w USA nie da się żyć bez samochodu. Wynajem się nie opłaca, więc najlepiej po prostu kupić samochód, który można dostać już od 800$ (polecam jednak nie schodzić poniżej 1500$, gdyż tani samochód zwykle oznacza duże koszty późniejszych napraw…).
  3. W efekcie w USA wszyscy poruszają się samochodami (prawo jazdy otrzymuje się już od 16. roku życia), a kampusy charakteryzują się olbrzymimi parkingami. Studenci są zobowiązani do opłaty za możliwość korzystania z parkingu raz na początku każdego roku akademickiego.
  4. Między zajęciami nie ma przerw, ze względu na to, że nie ma odgórnego planu zajęć. Jest za to godzinna przerwa lunchowa od ok. godz. 12-13.00. Możesz zjeść posiłek w co najmniej jednej “stołówce” dostępnej na kampusie. Oferta dań i produktów jest bardzo różnorodna: od pizzy i humburgerów, mięs grillowanych, przez chińskie jedzenie, po potrawy wegetariańskie i sałatki. Niestety ceny wcale nie są niższe niż w McDonaldzie czy Taco Bell [najlepsze meksykańskie taco!].
  5. Na kampusie większość prac wykonywanych jest przez samych studentów: od obsługi centrum sportu, biblioteki, przez stołówkę, po wszelkie biura. Dzięki temu student ma możliwość uzyskania dodatkowych funduszy na życie, opłatę studiów czy spłacenie kredytów.
  6. Na uczelni funkcjonuje dział tzw. “Writing Center” (przynajmniej na uczelniach, na których byłam), oferujący między innymi sprawdzanie prac pisemnych pod kątem gramatycznym. Pracują tam wykładowcy i studenci filologii. Wbrew pozorom jest to bardzo uczęszczalne miejsce, może dlatego, że jak wspomniałam w pierwszej części cyklu, studenci humanistyki mają na zaliczenie eseje, a gramatyka angielska sprawia trudności nie tylko studentom zagranicznym.
  7. Na uczelni często organizowane są otwarte wykłady i seminaria, na których odbywa się (bardzo) żywa dyskusja między profesorami. Przed otwartymi seminariami często dostarczana jest darmowa pizza, która tak licznie przyciąga studentów…
  8. W związku z tym, że studenci sami wybierają przedmioty, na które chcą uczęszczać, profesorowie “walczą” o uzyskanie frekwencji na swoich zajęciach. W konsekwencji można zobaczyć na ścianach i w windach ogłoszenia “reklamujące” zajęcia…

Ostatnia część cyklu poświęcona będzie relacji między profesorem a student/ką/em.

Listen to Multifractal “Finnegans Wake”

It says that “Finnegans Wake” by James Joyce is the most difficult and mysterious novel in the history of literature. Lately researchers at Poland’s Institute of Nuclear Physics investigated a structure of “Finnegans Wake” by using statistical methods to analyze sentence length. The results of their research, published two weeks ago, are fascinating. It turned out that the novel has a complex ‘fractal’ patterning of sentences, put differently, the basic unit of novel is fractal, mathematical object in which each fragment, when expanded, has a form resembling the whole. Besides complex “multifractal structure”, “Finnegans Wake” is distinguished by using 60 different languages, thereby creating “a book impossible to read”. However, Joyce claimed that his novel can be understood by anyone who reads it correctly and aloud. Thus, “Finnegans Wake” is not only book to read, but also (maybe particularly) – book to listen.

Waywords and Meansigns: Recreating Finnegans Wake” is amazing project aimed to translate the entire Joyce’s book to pieces of music. A group of researchers, translator (among them Krzysztof Bartnicki, the author of the polish translation), and artists collectively worked to prepare 35-hour-long audiobook, consisting of 17 songs, and each of them corresponds to the book’s 17 chapters. Multifractal structure of “Finnegans Wake” is captured in various musical compositions, recorded by different musicians from different backgrounds – from amateurs to professional producers. How does each song reflect the significance of each chapter? Without a doubt, this is interesting research for humanists, and precisely for media comparatists.

Posłuchaj multifraktalny “Finnegans Wake”

“Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a określa się najtrudniejszą i najbardziej tajemniczą książką w historii literatury. Badacze z polskiego Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie (IFJ PAN) niedawno wykazali, wykorzystując między innymi statystyczne analizy długości zdań, że budowa powieści Joyce’a opiera się na strukturze multifraktalnej, w której jednostką podstawową jest fraktal – samopodobny matematyczny obiekt, w którym każdy jego fragment, w momencie jego powiększenia, zyskuje strukturę przypominającą obiekt wyjściowy. Oprócz skomplikowanej budowy “Finnegans Wake” cechuje się także wykorzystaniem 60 różnych języków, tworząc tym samym “książkę nie do przeczytania”. Joyce uważał jednak, że jego dzieło może zrozumieć każdy, kto poprawnie i głośno je odczyta. “Finnegans Wake” nie jest zatem tylko książką do czytania, ale (może i głównie) do słuchania.

Waywords and Meansigns: Recreating Finnegans Wake” jest to niesamowity projekt, polegający na wydaniu całej powieści Joyce’a w formie utworów muzycznych. Grupa badaczy, tłumaczy (między innymi Krzysztof Bartnicki, autor polskiego przekładu “Finnegans Wake”) i artystów wspólnie przygotowała 35-godzinny audiobook, składający sie z 17 utworów odpowiadających kolejno 17 rozdziałom. Multistrukturalność “Finnegans Wake” znajduje swoje odzwierciedlenie w odmiennych muzycznie kawałkach, zrealizowanych przez różnych wykonawców: od amatorów po producentów muzycznych. W jaki sposób utwór muzyczny współgra z danym fragmentem powieści? Kolejny ciekawy temat badań dla humanistów, a dokładnie komparatystów mediów.